Karmelita bez klasztoru… wielki miłośnik Kościoła - Dumanie.pl - blog osobisty | o. Mariusz Wójtowicz OCD

Karmelita bez klasztoru… wielki miłośnik Kościoła

Piękno Karmelu, które zazwyczaj związane jest z klimatem ciszy, pewnego odosobnienia i regularnej modlitwy, u tego człowieka nabrało bardzo intensywnej działalności duszpasterskiej. Te dwie skrajności – dogłębna modlitwa i ofiarna praca apostolska nie stanowiły sprzeczności, ale wzajemnie się uzupełniały i stanowiły źródło siły i motywacji – jedna dla drugiej. Mowa o hiszpańskiemu karmelicie bosym bł. Franciszku Palau y Quer.

Był człowiekiem niezwykle wszechstronnym i przedsiębiorczym. Jego życie było pełne przeciwności, zawsze przezwyciężanych z dzielnością i męstwem. Wszystkie jego inicjatywy spotykały się z niezrozumieniem i wrogością. Z punktu widzenia czysto ludzkiego – prawie we wszystkich poniósł porażkę z powodu niesprawiedliwych prześladowań i posądzeń. Nigdy się nie zniechęcił. Dla niego nie istniało pojęcie klęski. Posiadał dobrą metodę: na prześladowanie któregoś ze swych dzieł apostolskich odpowiadał podjęciem innego.

Trzeba by wymienić wiele określeń, by móc opisać jego różnorodną działalność: zapalony i zaangażowany kaznodzieja, niezmordowany misjonarz działający przy Kongregacji Nauki Wiary, światły katechista i dyrektor szkoły, niestrudzony pisarz i redaktor tygodnika, dzielny egzorcysta, charyzmatyczny założyciel zgromadzeń zakonnych, światły i odważny prorok, kompetentny kierownik i przewodnik duchowy. Brał on nawet udział w obradach Soboru Watykańskiego I.

W nim skrajności łączyły się w doskonałą jedność. Był on mistykiem rozmiłowanym w zupełnej samotności i jednocześnie apostołem zaangażowanym we wszystkie możliwe walki. Przechodził z największą naturalnością od całkowitego milczenia do zgiełku tłumu. Był taki sam na skałach swojej pustelni na Ibizie jak i na ambonach Barcelony. Ponadto był on człowiekiem o jasnych i zdecydowanych ideałach, niezdolnym do rutyny i miernoty. Cechowało go stanowcze i bezwarunkowe oddanie, bez wycofywania się.

Franciszek Palau swoim życiem ukazał szczególnie piękno tajemnicy Kościoła jako Wspólnoty, której Głową jest Chrystus. Napisze:

Kościele święty, wiesz, że jeśli żyję, żyję dla ciebie; a jeśli umieram, umieram dla ciebie.

I dalej:

To jest przedmiotem mojej misji i ty, Kościele, jesteś tymi bliźnimi, którzy w Bogu stanowią jedno.

Dla Franciszka miłość do Kościoła była wypełnieniem przykazania miłości Boga i bliźniego. W dziejach duchowości chrześcijańskiej jego przypadek zakochania w Kościele jest wyjątkowy.


A jak wyglądało w szczegółach jego życie?

Urodził się w Hiszpanii 1811 roku. Wzrastał w rodzinie wierzącej, pośród czterech sióstr i dwóch braci. Z pragnieniem bycia księdzem mając 17 lat rozpoczął seminarium duchowne, które opuścił po czterech latach wstępując do nowicjatu karmelitów bosych w Barcelonie. Ze względu na trudną sytuację polityczną studia kontynuował w swoim własnym klasztorze w Barcelonie aż do lata 1835 roku kiedy to został wraz z całą wspólnotą wyrzucony z klasztoru przez rewolucjonistów i do końca życia już tam nie powrócił. Był wówczas diakonem.

Po kilku dniach uwięzienia w cytadeli w Barcelonie został zwolniony i powrócił do domu rodzinnego. Do końca życia nie było mu dane powrócić do wspólnoty braci w Karmelu, trzy lata wystarczyły na całe życie. Pozostając w kontakcie listownym z przełożonym zakonnym, otrzymał upoważnienie do przyjęcia święceń kapłańskich. Wyświęcony w 1836 roku posługiwał w różnych diecezjach jako kapłan diecezjalny, czując się jednak duchowo karmelitą i zajmując się głównie katechizowaniem, głoszeniem misji ludowych i rekolekcji.

Aby uniknąć represji związanych z wojną domową w Hiszpanii, uszedł do Francji. Otoczony grupą naśladowców, prowadził z nimi życie samotne, kierując jednocześnie grupą pobożnych kobiet, to zalążek jego przyszłego dzieła tworzenia zgromadzeń zakonnych. Władze cywilne i kościelne traktowały go jako zwykłego księdza i on sam wobec nich za takiego się uważał. We własnych jednak oczach był przede wszystkim zakonnikiem, karmelitą bez nadziei powrotu do klasztoru, bo zakon karmelitański został zniesiony zarówno w Hiszpanii jak i we Francji. W 1851 Franciszek powrócił do Hiszpanii.

Po powrocie do Barcelony został mianowany ojcem duchowym w Seminarium
i rozpoczął niezwykłe dzieło katechetyczne, noszące nazwę “Szkoła Cnoty”. Jak na owe czasy prowadził rewolucyjny typ katechezy z postawieniem akcentu na dorosłych. Włączona była
w to dzieło nawet codzienna prasa. Pod osobistym kierownictwem Franciszka dzieło odnosiło wyjątkowe sukcesy, dlatego było zawzięcie atakowane przez kręgi antyklerykalne.

Działalność o. Franciszka w Barcelonie wzbudzała sprzeciw władz politycznych, co doprowadziło do zamknięcia “Szkoły Cnoty”. A on jako jej dyrektor został skazany na sześcioletnie wygnanie na Ibizę. Na wyspie oddawał się nadal pracy duszpasterskiej, którą później rozszerzył na wyspy Majorkę i Minorkę.

Gdy uznano jego niewinność i uwolniono go, rozpoczął intensywny okres pracy apostolskiej, poświęconej szczególnie głoszeniu kazań w wielkich miastach Hiszpanii. W tym samym czasie podjął na nowo działalność związaną z tworzeniem zgromadzeń zakonnych męskiego i żeńskiego. Za swoją działalność ponownie został oskarżony, uwięziony i skazany na wygnanie. Dwukrotnie podróżował do Rzymu, by omówić tam swe dzieło nowych zgromadzeń i kwestie związane z duszpasterstwem osób opętanych i z marginesu, którym poświęcał wiele wysiłków. Zmarł po krótkiej chorobie zapalenia płuc w 1872 roku.

o. Mariusz Wójtowicz OCD