Piękno Libanu - Dumanie.pl - blog osobisty | o. Mariusz Wójtowicz OCD

Piękno Libanu

"Z Libanu przyjdź, oblubienico, z Libanu przyjdź i zbliż się!" Pnp 4,8

Liban przyciąga pielgrzymów i turystów z całego świata. Słynne cedry, niektóre mające nawet po tysiąc lat, są pięknym symbolem tej malowniczej ziemi. Geograficznie to Morze  Śródziemne, dwa pasma górskie Libanu i Antylibanu oraz żyzna Dolina Bekaa.

Antyczny Byblos, Tyr i Sydon przypominają opowieści z Ewangelii i z księgi Pieśni nad Pieśniami. Uczeń Pawła i Barnaby, ewangelista Marek założył w Byblos pierwszą wspólnotę, dlatego można powiedzieć, że chrześcijaństwo na tych terenach istnieje od czasów Jezusa. Jan Paweł II nawiązując do tych wydarzeń, podkreślał, że Liban to Ziemia Święta. To Święta Ziemia Jezusa.

Kraj ten jest wzorem demokracji i wolności wyznaniowej, ziemią miłości i świętości. W Libanie współistnieje 18 społeczności religijnych i działa ponad 10 wspólnot chrześcijańskich: Maronici, Grecki Kościół Melchicki, Grecy prawosławni, Ormianie katoliccy i prawosławni, katolicy syryjscy oraz Syryjski Kościół Ortodoksyjny, nestorianie, oraz Kościół chaldejski i łaciński. Również muzułmanie i druzowie żyją pokojowo.

Przede wszystkim Liban jest ZIEMIĄ ŚWIĘTYCH. Kraj ten nadal jest ostoją chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie. Znani dziś na całym świecie: św. Szarbel, św. Rafka, św. Nimatullah al-Hadrini i bł. Stefan przypominają silne drzewa cedrowe, zakorzenione w ziemi libańskiej. Niezwykłe jest to, że opowieści i świadectwa pomocy tych niezwykłych świętych płynną nie tylko od chrześcijan, ale również od wyznawców innych religii, a nawet od osób niewierzących lub zagubionych, szukających sensu swojego życia.

Libańskie Cedry Świętości

Liban – serce katolickiego wschodu

Ten kraj o powierzchni 10 452 km2, leżący nad Morzem Śródziemnym, znajduje się na skrzyżowaniu trzech kontynentów: Europy, Azji i Afryki. Historyczne osiedle Fenicjan, semickich kupców, których działalność morska trwała ponad 2000 lat (około 2700–450 p.n.e.), jest znane ze swojego bardzo bogatego dziedzictwa i szczególnego uroku, przyciągających na przestrzeni wieków podróżników, turystów i zdobywców.

W całej swojej historii Liban, bo o nim mowa, był zdominowany przez wiele ludów: od Babilończyków, Asyryjczyków, Egipcjan i Persów po Turków i Francuzów, a do tego w międzyczasie przez Greków, Rzymian, Bizantyjczyków, Mammalucchi i Krzyżowców. Jednakże tyle razy podbijany Liban nigdy nie został opanowany. Libańczycy są dumni ze swoich licznych buntów przeciwko despotycznym władcom oraz niezmordowanych walk o niepodległość i wolność.

 

Choć niewielkich rozmiarów, gdyż mniejszy niż niejedno polskie województwo, Liban jest jednym z najbardziej zróżnicowanych krajów Bliskiego Wschodu. To wielokulturowy i wieloreligijny kraj leżący w miejscu, gdzie przenikają się trzy kontynenty: Europa, Azja i Afryka. To najlepsza kuchnia Bliskiego Wschodu oraz niezwykle gościnni mieszkańcy. Chcemy Wam opowiedzieć o naszym pielgrzymowaniu po tej ZIEMI, które w siedmioosobowym składzie zrealizowaliśmy na przełomie sierpnia i września 2019 roku.

Wyprawa A.D. 2019

Dzień 1.

Zaczynamy Eucharystią na lotnisku w Warszawie. Lecimy nocą. Lądujemy w Bejrucie! Wita nas gorący podmuch morskiego powietrza i życzliwa odprawa paszportowa. Moi współbracia karmelici bosi już czekają. Poprzez muzułmańskie dzielnice wyjeżdżamy ze stolicy i sprawnie docieramy do klasztoru św. proroka Eliasza w Muaaysrah. Za chwilę wzejdzie słońca, ale zza okien jeszcze pobłyskują świtała niedalekiego miasta Byblos.

Dzień 2.

Na start wybieramy Grotę Jaitta z bogatą szatę naciekową, licznymi formacjami skalnymi i podziemnymi  jeziorami o pięknej, lazurowej wodzie. Obszerna grota górna posiada jeden z największych stalaktytów na ziemi (8 m); grota dolna zalana jest wodą, dlatego poruszamy się po niej łódką. W dalszej części dnia spotykamy się z karmelitankami bosymi w Harisie, gdzie wspólnie celebrujemy Eucharystię. Siostry są obrządku bizantyjskiego, a ich kaplica tonie w ikonach, tak w wydaniu klasycznym jak również współczesnym, gdzie przede wszystkim dominują Święci Karmelu. W kolejności zwiedzamy imponującą bazylikę św. Pawła rytu melchickiego. Bryła budowli jest odwzorowaniem słynnej Hagia Sofia, a wnętrze pokryte zostało pięknymi mozaikami. Na koniec dnia docieramy do Sanktuarium Matki Bożej Pani Libanu, które umiejscowione jest na górskim szczycie Harisy (650 m n.p.m.). Przy ostatnich promieniach słońca podziwiamy piękną panoramę, jak również niezwykłą pobożność modlących się tutaj całymi rodzinami Libańczyków.

Dzień 3.

Śniadanie w przydrożnym barze… cudownie świeże, gorące i pachnące placki z zatarem i kawa po libańsku, bez której nie wyobrażamy sobie dnia w Libanie. Od wybrzeża wspinamy się samochodem na wysokość ponad dwóch tysięcy metrów nad poziomem morza. Podziwiamy bezkres przestrzeni z widoczną na horyzoncie granicą libańsko-syryjską; zjeżdżamy serpentynami do położonej pomiędzy pasmami górskimi Libanu i Antylibanu żyznej Doliny Bekaa. Kotlina leżąca w rowie tektonicznym słynie dzisiaj z upraw libańskich winorośli, ale przede wszystkim ma swoją ciekawą historię i wiele - związanych z nią - wspaniale zachowanych pozostałości starożytnego świata. To teren szlaków handlowych Fenicjan i obszar przemarszu licznych wojsk oraz miejsce przetaczania się wielu bitew opisywanych już w czasach biblijnych. A dzisiaj? Nie widać tutaj bogactwa ludzi i domostw, raczej wszędzie skromnie żeby nie powiedzieć - bieda i swego rodzaju bałagan. Czas i rozwój się tu zatrzymał.

Docieramy do Baalbek, gdzie zwiedzamy doskonale zachowane ruiny miasta i świątynie rzymskie – to jedno z najbardziej spektakularnych wykopalisk na Bliskim Wschodzie. Początki miasta datuje się na 2000 lat p.n.e., a nazwa pochodzi od starosemickiego boga Baala, z którego kultu i mrocznych rytuałów słynęło to miejsce w starożytności. W czasach Aleksandra Wielkiego zdobyte i nazwane Heliopolis (miasto słońca), i gdzie zamiast Baala czczono Zeusa. Podbite z kolei przez Rzymian i przebudowane na potrzeby kultu Jowisza oraz innych bogów. Do dzisiaj przetrwały tu nieprawdopodobnie monumentalne ruiny miasta i jego mury. Szczególnie dobrze zachowały się kolumny i dziedziniec świątyni  Bachusa. To cenne budowlane relikty i symbole przenikających się tu kultur i religii. Z jednej strony budzą one podziw dla ówczesnych architektów, ich wizjonerstwa, kunsztu artystycznego i niewytłumaczalnych do dzisiaj technik budowlanych, z drugiej strony musi paść pytanie – jak wielkim ludzkim kosztem powstawały te budowle.

W kolejności poprzez wielkie obszary uprawne doliny ruszamy dalej: teraz czeka nas imponująca przełęcz. Serpentynowa wspinaczka samochodowa doprowadza nas w to miejsce, gdzie trwamy w oczarowaniu. Za nami żyzna dolina Bekaa, starożytne miasto Baalbek i Góry Antylibanu; przede nami najwyższe szczyty Gór Libanu (Kurnat as-Sauda 3088 m), niepowtarzalny Las Bożych Cedrów i spowita mgłą Wadi Qadisha, czyli Święta Dolina. Co dalej? Odważy zjazd w dół, a potem przechadzanie się pomiędzy najstarszymi cedrami libańskimi. Pełni emocji docieramy do naszego klasztoru w Baszarri, gdzie korzystamy z wyjątkowej gościnności moich współbraci karmelitów bosych. Pod wieczór otrzymujemy od nich jeszcze jedną niespodziankę – pejzaż malowniczo zachodzącego słońca ze szczytu, któremu patronuje św. Prorok Eliasz. Dzień kończymy Eucharystią.

Dzień 4.

Kolejny odsłona Libanu to piesze eksplorowanie Świętej Doliny. Urzeka nas obfita zieleń, strome klifowe ściany doliny, groty i klasztory potwierdzające długowiekową świętość tego skrawka ziemi: wielu świętych pustelników, odważnych patriarchów i prostych wiernych tworzących Kościół Maronicki. Na trasie naszej wędrówki znalazło się spotkanie ze współczesnym pustelnikiem maronitą, a także nawiedzenie sanktuarium-groty mnicha Marinusa, zwiedzanie klasztoru Matki Bożej z Qannubine oraz klasztoru św. Antoniego w Qozhaya. Oczywiście nie możemy zapomnieć ekstremalnego przejazdu korytem doliny naszym współczesnym dyliżansem – furgonetką bez drzwi i okien. Przez cały czas pobytu w tej części Libanu, moi współbracia tryskają serdecznością i gościnnością serwując obficie libańskie specjały. A my tym razem uczestniczymy w Eucharystii po arabsku.

Dzień 5.

U końca pielgrzymowania w tym regionie czeka nas perełka: dom, w którym urodził się św. Szarbel i najwyżej położona w Libanie jego rodzinna miejscowość  - Bika Kafra. Prostota miejsca przemawia językiem tajemnicy. Nie trzeba nic wiedzieć. Tu wszystko mówi. Wystarczy zamilknąć i słuchać… W kolejności św. Szarbel prowadzi nas do miejsca swoich studiów, czyli do klasztoru św. Cyprian i św. Justyny w Kfifane. Tutaj czeka nas kolejne zaskoczenie. To krypta, w której spoczywają dwaj niezwykli libańscy mnisi: św. Nimatullah al-Hardini (mistrz św. Szarbela, człowiek wielkiej kultury, teolog, asceta, mistyk) i bł. Stefan Nehmé (brat zakonny, którego mottem życia stały się słowa „Bóg mnie widzi”). Najciekawsze jest to, że właśnie w ten dzień trwa tutaj uroczysty odpust ku czci bł. Stefana. Cudowne miejsce. Kontynuując nasz program na pielgrzymiej trasie docieramy do klasztoru maronickiej mniszki św. Rafki. Tutaj podobnie: prostota, cisza – surowe piękno, które przemawia. Milczymy i trwamy na modlitwie… Ruszamy dalej, tym, razem na spotkanie z drugą wspólnotą karmelitanek bosych rytu bizantyjskiego w Kfarmasshoun. W późne popołudnie zwiedzamy Byblos, fenickie miasto handlu, wynalazków, okrętów i alfabetu. To jedno z najstarszych, nieprzerwanie zamieszkałych miejsc na świecie. W czasie swojej skomplikowanej historii należało do prawie wszystkich największych cywilizacji w tej części świata. Na koniec dnia pełni wdzięczności sprawujemy Eucharystię.

Dzień 6.

W końcu docieramy Annaya i przestrzeni św. Szarbela. Tutaj spowalniamy nasz rytm pielgrzymowania: trwamy i słuchamy, modlimy się i zachwycamy. W zwolnionym tempie przenosimy się z miejsca na miejsce: pustelnia św. Piotra i Pawła (kaplica i cela św. Szarbela), klasztor i miejsce spoczynku Świętego, kościół i sanktuarium oraz wędrówki po otaczających, wyjątkowo urokliwych wzniesieniach. Tak trwamy do późnych godzin nocnych. W międzyczasie w bliskości grobu św. Szarbela sprawujemy Eucharystię. Co nas tu spotyka? Mówiąca cisza… cud codzienności…

Dzień 7.

Właściwie powtarzamy doświadczenie dnia wcześniejszego i pobożnie włóczymy się po przestrzeniach Świętego Pustelnika. Poznajemy go z bliska. Tym razem Eucharystię nie tylko przeżywamy po arabsku, ale również w rycie maronickim. To były dwa przepiękne dni spędzone ponad chmurami – tak żył ten święty... i tego doświadczyliśmy – cisza, skupienie, maronicka liturgia i czas… dużo czasu sam na sam ze Świętym, z oddechem tego miejsca... A zatem z nadzieją powrotu żegnanym Świętego Milczenia i ruszamy do Trypolisu, drugiego największego miasta Libanu. Znajduje się tutaj cytadela z czasów krzyżowców, nieczynna stacja kolejowa Orient Express oraz manufaktura z najlepszymi słodyczami Libanu, których nie omieszkamy spróbować. Celem, do którego docieramy na koniec dnia, jest karmelitański klasztor w miejscowości Qoubaiyat.

Dzień 8.

Kolejny dzień zaczynamy Eucharystią i ruszamy na podbój północnego, obfitującego w zielone wzgórza  Libanu. Warto dodać, że jest upalne, suche lato. Cały dzień krążymy po okolicy podziwiając piękno tego regionu oraz leżącej w pobliżu Syrii. To w tej przestrzeni przechodziły wojska króla Nabuchodonozora, Aleksandra Wielkiego, Legiony Rzymskie i Krzyżowcy… Liczna chrześcijańskie kaplice i groty pokazują szczególną pobożnością wobec św. proroka Eliasza i św. Jerzego. Warto dodać, że to dzień ojca Raymoda, prowincjała karmelitów bosych w Libanie. Sam prowadzi samochód i pokazuje nam miejsca swojego dzieciństwa i nauki. Przepełniony pochwałą okolicznej przyrody, dumny z przyjaźni miejscowych ludzi, wiezie nas w miejsca, gdzie często, trzeba dodać – i niebezpiecznie, przekracza granicę syryjską jadąc do karmelitanek bosych w Aleppo. Opowieści Ojca o wojnie w Syrii i o pomocy niesionej Syryjczykom w tym momencie to już nie dokument w polskiej TV… Zatrzymujemy się na granicy… Po stronie libańskiej zasieki i budki kontrolne… Przed nami przepiękna, górzysta – wijącą się na dnie rzeką – panorama pogranicza Syrii z Libanem – spokój… cisza...  A  tam w Aleppo … ?! Czy trzeba nam Polakom i Europejczykom tu być, by zacząć czuć czym jest wojna, czym jest ucieczka od niej i szukanie pomocy? I jakie to szczęście znaleźć ratunek w beznadziei? Z takimi myślami ruszamy przez Trypolis do Bejrutu. To najdłuższy odcinek jaki pokonujemy jednorazowo. Czas na refleksję…

Dzień 9.

To już ostatni dzień pielgrzymowania. Rozpoczynamy Eucharystią w Bejrucie. Jedziemy na południe do Deir El-Qamar zwanego “miastem emirów”. To pierwsza stolica Libanu, gdzie zachowały się liczne przykłady starożytnej architektury libańskiej. Dalej zwiedzamy pałac Beiteddine, który na przełomie XVIII i XIX wieku wybudował emir Baszir Szihab II. Budowla przez cały XIX wiek służyła władzom otomańskim, a dzisiaj część pałacu stanowi letnią rezydencję prezydenta Libanu i nie jest otwarta dla zwiedzających. Jest to jeden z lepszych przykładów nowożytnej architektury arabskiej w całym Libanie. U końca pobytu ekspresowo zwiedzamy stolicę kraju. Bejrut to miasto rozbrzmiewające wieloma językami i tchnące wielokulturowością. Chodzimy i oglądamy: kościoły, meczety, stanowiska archeologiczne, uliczki. Sprawę ułatwia obwożący nas otwarty autobus.

Stolica Libanu nazywana jest Paryżem Bliskiego Wschodu. Dzięki obdarzeniu hojnie przez naturę miasto znajduje się na styku morza i wybrzeża morskiego. Posiada szerokie piaszczyste plaże w zatokach, a obok wspaniałe wysokie klify kamienne na szczycie których przebiega promenada nadmorska, a z niej panorama na Gołębią Skałę, monumentalny naturalny łuk wystający z Morza Śródziemnego. Gdy odwracamy wzrok z zachodu na wschód, widzimy góry Libanu oraz przepięknie położone miasto. Budynki zbudowane w XIX wieku oraz do lat pięćdziesiątych XX wyróżniają się pięknym złotym kolorem kamienia użytego do budowy. Przez tysiąclecia miasto konsekwentnie zmieniało się z powodu klęsk żywiołowych i katastrof spowodowanych przez człowieka (jak choćby wojny w latach 1975 do 1990). Odbudowane z ruin jest obecnie mieszanką starej i nowoczesnej architektury. Obok siebie stoją szklane wieżowce oraz z pietyzmem odnowione stare budynki, pałace, kościoły, meczety. Religijność mieszkańców manifestuje się przez niezliczoną liczbę meczetów oraz powszechnie spotykanych na skwerach statuach Najświętszej Maryi Panny, figurach św. Rodziny, św. Szarbela i św. Eliasza proroka. Do tego trzeba dodać niezliczone Krzyże na kościołach i kaplicach katolickich, melchickich, maronickich. Na centralnym placu odkryto pozostałości rzymskiego miasta, termy, oraz główny trakt zwany Cardo. Niewiele innych stolic świata wita tak radośnie odwiedzających, a jego wieczny optymizm i prawdziwa gościnność sprawiają, że jest to szczególne miejsce do odwiedzenia.

Padnięci w pełnym tego słowa znaczeniu, ale zadowoleni kończymy długi dzień i nasz pobyt w Libanie. Nocny lot niesie nas do Polski…