To niezwykły czas modlitwy, spotkania i refleksji nad duchowością rodziny, która w całości poświęciła swoje życie Bogu. Hasło peregrynacji – „Rodzina sercem Kościoła” – przypomina, że to właśnie rodzina jest miejscem narodzin i dojrzewania wiary.
Było bardzo rodzinnie
W dniach od 11 listopada do 4 grudnia 2025 roku pod hasłem „Rodzina sercem Kościoła” odbyła się peregrynacja relikwii Świętej Teresy od Dzieciątka Jezus oraz jej świętych rodziców, Zelii i Ludwika Martin. Wydarzenie dotyczyło kościołów i klasztorów karmelitów bosych (12) oraz kaplic i klasztorów karmelitanek bosych (15) na terenie naszej krakowskiej prowincji w Polsce i na Słowacji. Na trasie peregrynacji pojawiły się również dodatkowe i nie do końca zaplanowane miejsce przyjęcia rodziny Martin (8). W sumie 3 naszych świętych, jeśli doliczymy również trasę transportu z Francji, w przeciągu 27 dni zatrzymała się w 35 miejscach na terenie 5 państw (Czechy, Polska, Słowacja, Niemcy, Belgia) i przejechała w celowo na tę okazję przygotowanym MartinBUS-ie około 6 tys. km. Peregrynacja związana była z jubileuszem 100-lecia kanonizacji Małej Teresy i 10-lecia kanonizacji jej rodziców. Podczas wydarzenia peregrynował gotycki relikwiarz św. Teresy oraz niedawno wykonany w kształcie drewnianego domu relikwiarz jej rodziców.

Jako odpowiedzialny za całą akcję peregrynacji mogę posumować ją jednym znaczącym stwierdzeniem: „Było bardzo rodzinnie”. Pamiętam początek przygotowań do wydarzenia i nieustannie rodzące się pytania: Jak to będzie tym razem? Jaki będzie odbiór tej kolejnej akcji w Polsce? Jak wypadniemy z frekwencją? Czy będzie tak tłumnie jak dwadzieścia lat temu, kiedy do Polski przyjechała sama Teresa? I czy w końcu Teresa nie „przygasi” sobą geniuszu świętości swoich rodziców? Odpowiedź na te i kolejne pytania przyszła bardzo szybko i streściła się w jednym słowie: „rodzinność”.

Podróż po Europie w braterskiej wspólnocie, potem noclegi na trasie u karmelitów bosych w Brukseli i Ratyzbonie, w końcu momenty odbioru i przekazania relikwiarzy – najpierw w Lisieux (Teresa), a potem w Alençon (Rodzice) – stały się przestrzenią doświadczenia niezwykłej rodzinności. Spotkania z obcymi nam przecież w jakimś sensie ludźmi, dzieląca nas odległość geograficzna i wreszcie inny język – to wszystko powinno raczej być przeszkodą. Wygrały jednak serdeczność relacji, ciepło słów, gościnność przyjęcia i entuzjazm tej samej misji szerzenia geniuszu świętości rodziny Martin niezależnie od miejsca i języka.

Trwająca ponad trzy tygodnie peregrynacja w Polsce i na Słowacji przybrała dokładnie ten sam styl rodzinności jak podróż po relikwie do Francji. I to wcale nie było tak, iż przybywająca w konkretne miejsce rodzina Martin miała dopiero wtedy przekazywać swoim świadectwem życia ten pierwiastek rodzinności. Było zupełnie odwrotnie. Wszystkie klasztory, do których docierały relikwie, już w klimacie rodzinności przyjmowały Teresę i jej rodziców. W ten sposób karmelitańskie kościoły i kaplice stawały się żywym świadectwem rodzinnej atmosfery życia zakonnego naszych wspólnot. Podobnie zresztą było z wszystkimi duszpasterstwami, grupami, wspólnotami czy też całymi naszymi parafiami zaangażowanymi w wydarzenie peregrynacji. To właśnie rodzinność tych przestrzeni była podstawą spotkania ze świętymi. W końcu – by mieć obraz całości tej rodzinnej atmosfery – muszę wspomnieć również o żywym odzewie lokalnego Kościoła poszczególnych diecezji, o obecności księży biskupów, o udziale miejscowego duchowieństwa oraz zaangażowaniu osób konsekrowanych. Dużym sukcesem, podkreślającym jeszcze bardziej wielkość karmelitańskiej rodziny, była obecność tych wszystkich, którzy na co dzień karmią się naszą duchowością głównie poprzez internet. Dobrze było w końcu spotkać się razem w rzeczywistym świecie rodzinnych więzi Karmelu. Najlepszym podsumowaniem tego rodzinnego klimatu peregrynacji były słowa powitania używane podczas każdorazowego wprowadzenia relikwii:
„Święci małżonkowie Zelio i Ludwiku, święta ich córko Tereso od Dzieciątka Jezus, z głębi serca witamy was dziś w naszej wspólnocie. Przyjmujemy wasze święte relikwie z wiarą i miłością, jak przyjmuje się w domu ukochanych gości, wierząc, że wraz z nimi przychodzi do nas łaska i obecność Boga”.

Serdecznie przyjmowani święci Teresa i jej rodzice przybyli, by umocnić swoim świadectwem rodzinności. Dlatego podczas peregrynacji było wiele momentów przybliżających życie małżonków Martin oraz ich przepis na rodzinną świętość. Kazania, konferencje, świadectwa, publikacje, wystawa i cała sfera internetowa to zewnętrzne przejawy tegoż przekazu. Jednakże tą najpiękniejszą przestrzenią uczenia się rodzinności były momenty ciszy w pełnej ciepła obecności rodziny Martin. Widząc to wszystko, wiedziałem już, iż gigantyczny i tryskający blaskiem Tereskowy relikwiarz oraz sama Teresa nie przysłoniły prostoty życia małżeńskiego i rodzinnego Zelii i Ludwika. Mało tego – podczas błogosławienia w każdym miejscu płatków róż, symbolu Tereskowych łask, intuicja wiary podpowiadała mi, iż to właśnie jej rodzice i ich świadectwo rodzinnej świętości stały się tą najpiękniejszą łaską od Tereski. Ona tych wszystkich ludzi podczas peregrynacji przyciągnęła sobą, ale tylko po to, by pokazać im wielkość swoich rodziców. Tereska oczarowała swoim geniuszem świętości po to, aby pokazać, kto stał u podstaw jej drogi: rodzice i dom rodzinny.

Najbardziej widocznym momentem rodzinności tej peregrynacji było odnowienie przyrzeczeń małżeńskich przez obecnych w przestrzeni świętości rodziny Martin małżonków. Podane dłonie, zapatrzenie w siebie, powtarzanie przysięgi małżeńskiej, obecność dzieci oraz innych małżeństw – to wszystko przenosiło powracających do słów przysięgi małżonków w niezwykłą przestrzeń bliskości siebie i Boga. Ponadto umieszczanie obrączek na relikwiarzu Zelii i Ludwika było sposobem na ogrzanie, na rozżarzenie świętości małżeńskiej i rodzinnej żarem życia małżonków Martin.

Byłoby czymś niewłaściwym, gdybym nie wspomniał też o trudnym klimacie tego wzniosłego momentu celebracji miłości małżeńskiej. Otóż obok szczęśliwie odnawiających sobie przysięgę małżonków były również osoby samotne, jakże często zalane łzami. Powody? Nie udało się znaleźć tej drugiej połówki i teraz doskwiera samotność… Współmałżonek jest już po drugiej stronie życia, a tęsknota przeradza się w ból… Małżeństwo się nie udało lub jest w stanie rozkładu i trudno temu zaradzić… Pomimo rysującego się na twarzach dramatu tych osób dało się też odczuć w ich oczach nadzieję, a w sercu otuchę w postaci rodzinności, jaką daje nawet nieudolnie funkcjonująca wspólnota Kościoła, parafii, poszczególnych duszpasterstw, przyjaciół i dalszej rodziny.

Duchowość Karmelu od wieków ukierunkowana była na osobistą relację z Bogiem, ale od zawsze posiadała również w swoich podstawach element życia wspólnotowego. Wystarczy poczytać choćby Regułę Pierwotną naszego zakonu, jak również zasady życia wspólnotowego przekazane przez Wielką Teresę. Dlatego dzisiaj, kiedy tak ciężko o prawdziwe więzi i szczere relacje, to właśnie rodzinność jest lekarstwem na ogólne osamotnienie człowieka. Rodzinność to bliskość, to świadomość, iż razem walczymy o te same sprawy, to uzmysłowienie sobie, że przeciąganie liny na swoją stronę jest największą głupotą. Rodzina Martin oparła swoje życie rodzinne i małżeńskie na najprostszych środkach: wspólnym czasie, relacyjnej czułości, wzajemnej wdzięczności, trudzie poświęcenia i duchu ofiary. Oczywiście całość swojego życia małżonkowie Zelia i Ludwik umiejscawiali w nadprzyrodzonej przestrzeni Boga i Jemu oddawali prowadzenie siebie.

Peregrynacja relikwii Tereski i jej rodziców była strzałem w dziesiątkę, jeśli chodzi o zwrócenie uwagi na największą siłę Kościoła, jaką jest rodzina i rodzinność relacji, które tak naprawdę stają się więziami z samym Bogiem – Trójcą.
o. Mariusz Wójtowicz OCD

Święta Teresa od Dzieciątka Jezus pisze:
„Wiem, że ziemia jest miejscem naszego wygnania, jesteśmy w podróży i zmierzamy do naszej Ojczyzny; nieważne, że nie idziemy tą samą drogą, skoro jedynym jej kresem jest Niebo; to tam połączymy się, aby nie rozstać się już nigdy. Tam zaznamy wiecznych radości życia rodzinnego, odnajdziemy naszego najdroższego Tatusia, otoczonego chwałą i zaszczytami za swoją doskonałą wierność, a zwłaszcza za upokorzenia, którymi został napojony. Ujrzymy naszą dobrą Mamusię, jakże ona będzie się cieszyła doświadczeniami, które były naszym udziałem za życia na wygnaniu. My także rozradujemy się jej szczęściem, gdy będzie patrzyła na pięć córek zakonnic; wraz z czworgiem małych aniołków, które czekają na nas na wysokościach, utworzymy koronę, by wieńczyła po wszystkie wieki czoła naszych ukochanych Rodziców” (L 148).



Niezapomniana podróż z Teresą i Jej Rodzicami
Kiedy wraz z braćmi ustalaliśmy miejsce i termin naszej całodziennej rekreacji, nie spodziewałem się, że będzie to również dzień rozpoczęcia przygody mojego życia. 11 listopada 2025 roku spędziliśmy naszą całodzienną rekreację u sióstr karmelitanek Ducha Świętego i na Jasnej Górze, a zarazem na rozpoczęciu peregrynacji relikwii św. Teresy od Dzieciątka Jezus i jej rodziców Zelii i Ludwika.
Tak naprawdę moja „ podróż” ze św. Teresą rozpoczęła się znacznie wcześniej, jeszcze przed wstąpieniem do zakonu. Jeździłem do Strzelec Opolskich na wieczory ze św. Tereską organizowane w jej wspomnienie 1 października. I tam na jednym z takich spotkań usłyszałem bardzo wyraźnie w swoim sercu słowa: „Karmel jest twoją drogą”, drogą, którą – dziękować Bogu – idę do tej pory…

Podczas peregrynacji ja i ojciec Mariusz mieliśmy zaszczyt nocować w domu św. Teresy i być w wielu miejscach zwykle niedostępnych, jak na przykład pokoju Zelii i Ludwika Martin, w którym Tereska przyszła na świat. Odwiedziliśmy wszystkie klasztory krakowskiej prowincji braci i sióstr, cztery klasztory na Słowacji oraz dwa miejsca, które pozostaną na zawsze w moim sercu: wspólnotę Betlejem pod Jaworznem oraz Hospicjum dla dzieci „Cordis” w Katowicach. To, w jaki sposób w obu tych miejscach zostały przyjęte relikwie naszych świętych, dogłębnie mnie poruszyło.
Podczas peregrynacji w moim sercu najbardziej zapisały się momenty, kiedy małżeństwa miały okazję odnowić swoje przyrzeczenia. Szpalery małżonków, którzy ustawiali się wzdłuż kościołów, uświadamiały, jak istotna w naszym życiu jest rodzina. Nie bez powodu hasłem peregrynacji było „Rodzina sercem Kościoła”. To bardzo ważne, żeby jak najwięcej mówić o rodzinie szczególnie teraz, kiedy jest tak bardzo zagrożona.

Pod koniec peregrynacji zaczęło narastać zmęczenie: miały na to wpływ codzienna zmiana miejsc, nocleg za każdym razem gdzie indziej, tysiące przejechanych kilometrów. Ale gdy widziałem, ile radości spotkanie z relikwiami przynosi wiernym, którzy je nawiedzali, całe to zmęczenie ustępowało, a szczęście ogarniało serce.
Dziękuję ojcu Mariuszowi, z którym miałem przyjemność odbyć tę niezwykłą podróż. Jego zaangażowanie, oddanie się całym sercem było dla mnie bardzo budujące. Dziękuję też wszystkim osobom, które miałem okazję spotkać – każdy z was zapisał się w moim sercu.
br. Paweł Bereziuk OCD



Czcigodni Małżonkowie, Święci Zelio i Ludwiku, swoim przykładem pokazaliście nam, że świętość rodzi się w codzienności, w cichej służbie i cierpliwości, we wzajemnym przebaczeniu i zaufaniu Bogu. Wstawiajcie się za wszystkimi rodzinami, aby z Waszego przykładu czerpały siłę do trwania w miłości pomimo trudów. Uczcie, jak przeżywać codzienność z sercem pełnym pokoju, jak wychowywać dzieci w wierze i zaufaniu do Boga, jak dźwigać krzyże życia z pokorą i nadzieją. Wy, którzy wśród cierpienia pozostaliście wierni Chrystusowi, bądźcie wsparciem dla małżeństw przeżywających trudności, dla rodziców zatroskanych o swoje dzieci, dla wszystkich, którzy pragną świętości w zwyczajnym życiu.
Święta Rodzino Martin, módlcie się za nas, aby nasze klasztory i domy stawały się Kościołem domowym, a nasze wspólnoty i rodziny – miejscem miłości, wiary i przebaczenia. Amen.

INYMI SŁOWY


































