Niezapomniana podróż z Teresą i Jej Rodzicami - Dumanie.pl - blog osobisty | o. Mariusz Wójtowicz OCD

Niezapomniana podróż z Teresą i Jej Rodzicami

Kiedy wraz z braćmi ustalaliśmy miejsce i termin naszej całodziennej rekreacji, nie spodziewałem się, że będzie to również dzień rozpoczęcia przygody mojego życia. 11 listopada 2025 roku spędziliśmy naszą całodzienną rekreację u sióstr karmelitanek Ducha Świętego i na Jasnej Górze, a zarazem na rozpoczęciu peregrynacji relikwii św. Teresy od Dzieciątka Jezus i jej rodziców Zelii i Ludwika.

Tak naprawdę moja „ podróż” ze św. Teresą rozpoczęła się znacznie wcześniej, jeszcze przed wstąpieniem do zakonu. Jeździłem do Strzelec Opolskich na wieczory ze św. Tereską organizowane w jej wspomnienie 1 października. I tam na jednym z takich spotkań usłyszałem bardzo wyraźnie w swoim sercu słowa: „Karmel jest twoją drogą”, drogą, którą – dziękować Bogu – idę do tej pory…

Podczas peregrynacji ja i ojciec Mariusz mieliśmy zaszczyt nocować w domu św. Teresy i być w wielu miejscach zwykle niedostępnych, jak na przykład pokoju Zelii i Ludwika Martin, w którym Tereska przyszła na świat. Odwiedziliśmy wszystkie klasztory krakowskiej prowincji braci i sióstr, cztery klasztory na Słowacji oraz dwa miejsca, które pozostaną na zawsze w moim sercu: wspólnotę Betlejem pod Jaworznem oraz Hospicjum dla dzieci „Cordis” w Katowicach. To, w jaki sposób w obu tych miejscach zostały przyjęte relikwie naszych świętych, dogłębnie mnie poruszyło.

Podczas peregrynacji w moim sercu najbardziej zapisały się momenty, kiedy małżeństwa miały okazję odnowić swoje przyrzeczenia. Szpalery małżonków, którzy ustawiali się wzdłuż kościołów, uświadamiały, jak istotna w naszym życiu jest rodzina. Nie bez powodu hasłem peregrynacji było „Rodzina sercem Kościoła”. To bardzo ważne, żeby jak najwięcej mówić o rodzinie szczególnie teraz, kiedy jest tak bardzo zagrożona.

Pod koniec peregrynacji zaczęło narastać zmęczenie: miały na to wpływ codzienna zmiana miejsc, nocleg za każdym razem gdzie indziej, tysiące przejechanych kilometrów. Ale gdy widziałem, ile radości spotkanie z relikwiami przynosi wiernym, którzy je nawiedzali, całe to zmęczenie ustępowało, a szczęście ogarniało serce.

Dziękuję ojcu Mariuszowi, z którym miałem przyjemność odbyć tę niezwykłą podróż. Jego zaangażowanie, oddanie się całym sercem było dla mnie bardzo budujące. Dziękuję też wszystkim osobom, które miałem okazję spotkać – każdy z was zapisał się w moim sercu.

br. Paweł Bereziuk OCD