Podniety miłości Bożej - Strona 7 z 9 - Dumanie.pl - blog osobisty | o. Mariusz Wójtowicz OCD

Podniety miłości Bożej

parallax background

 

Rozdział V



Mówi w dalszym ciągu o modlitwie zjednoczenia i o skarbach, jakimi się dusza wzbogaca przez działanie Ducha Świętego; podkreśla zdecydowanie takiej duszy na wszelkie cierpienia dla Umiłowanego.

“Pod cieniem Jego, którego pragnęłam, siedziałam, a owoc Jego słodki gardłu memu” (Pnp 2, 3)

1. Pytajmy teraz Oblubienicy, dowiadujmy się od tej duszy błogosławionej, dopuszczonej do pocałunku tych ust Bożych, karmionej mlekiem tych piersi Bożych, co mamy czynić, jak się mamy zachować, co mamy mówić, jeśliby kiedy spodobało się Panu i nas do tak wysokiej łaski podnieść.

Oto odpowiada nam i mówi: “Pod cieniem Jego, którego pragnęłam, siedziałam, a owoc Jego słodki gardłu memu. Wprowadził mię Król do piwnicy winnej, rozrządził we mnie miłość”.

Mówi więc: “Pod cieniem Jego, którego pragnęłam, siedziałam”.

2. O Boże wielki, jakże ta dusza, w samym słońcu umieszczona, cała jest zapalona od niego! Pod cieniem, woła, Jego, którego pragnęłam, siedziałam, i Tego, którego nazwała słońcem, zowie także drzewem urodzajnym i mówi, że owoc Jego “słodki jest jej gardłu”. O dusze, oddane modlitwie wewnętrznej, kosztujcie smaku ukrytego w każdym z tych słów! Patrzcie, jak rozmaicie możemy przedstawiać sobie Pana w rozmyślaniu, jak rozmaity z Niego brać pokarm! Prawdziwie jest On manną, zawierającą w sobie wszelki smak, jakiego pożywający pragnie. Lecz cóż to za cień niebiański, o którym tu mówi Oblubienica i kto nam objaśni, co Pan przez ten wyraz oznajmia? Przychodzi mi tu na myśl co anioł rzekł do Panny Najświętszej, Pani naszej: “Moc Najwyższego osłoni Cię”. O, jakąż musi czuć obronę dusza, którą Pan do takiej wielkości wyniesie! Słusznie może ona już usiąść i siedzieć bezpiecznie.

3. Zważcie teraz, że po większej części i prawie zawsze (z wyjątkiem tylko tych rzadkich wybranych, których spodoba się Panu w szczególny sposób powołać do jakiej wielkiej sprawy, jak to uczynił świętemu Pawłowi, którego w jednej chwili wyniósł na sam szczyt kontemplacji i objawił się mu, mówił do niego i od razu go do godności apostolskiej podwyższył) Bóg tych darów tak wysokich i tych łask tak wielkich zwykł użyczać takim, którzy wiele ucierpieli dla Jego chwały i pragną Jego miłości. I tym, którzy całe życie swoje tak usiłują rozrządzać, iżby wszystkie ich sprawy były przyjemne Panu i wiele już lat strawili na rozmyślaniu i szukaniu Boskiego Oblubieńca, i od dawna sprzykrzyli sobie rzeczy tego świata. Tacy więc, mówię, którzy mocno usadowili się w prawdzie i nigdzie nie szukają dla siebie pociechy ani pokoju, ani ochłody, jeno tam, gdzie wiedzą, że prawdziwie je znaleźć mogą, tacy siadają pod cieniem Pana i niczego więcej nie pragną. O, jakże mądrze oni sobie radzą, z zupełną ufnością zdając się na Jego boską wielmożność! Bo to, czego tak pragną od Niego, to z Jego hojności nieskończonej otrzymują. O, jakże szczęśliwa ta dusza, która zasłuży na to, by mogła mieszkać pod tym cieniem! Szczęśliwa nawet co do tych rzeczy, które tu widome są dla oka i podpadają pod zmysły. Co bowiem do tego, co dusza sama w sobie tu poznaje i czuje, są to, jak sama nieraz tego doznałam, rzeczy tak wzniosłe i wielkie, że ich żaden język nie wyrazi.

4. Dusza w tym rozkosznym spokoju siedząca, czuje się cała, rzekłbyś, ogarniona, okryta cieniem, jakby obłokiem Bóstwa, z którego spływa na nią wilgoć niebieska i rosa tak słodka, że nią orzeźwiona łatwo zapomina wszelkie utrudzenia, jakie jej sprawiają rzeczy tego świata. Czuje taki jakiś głęboki spokój, że sama nawet czynność i konieczność oddychania przykrą jej się wydaje. A wszystkie władze swoje tak ma w tym stanie uciszone, że i myśli nawet żadnej, chociażby dobrej, wola nie chciałaby dopuścić, żadnej też sama nie szuka ani nie przywołuje. Nie musi tutaj wstawać i rękę wyciągać, to jest działać rozumem i roztrząsaniem rzeczy, bo Pan sam podaje jej już pokrajany, przyprawiony i zżuty już nawet owoc tego drzewa, do którego ona przyrównywa Umiłowanego i przeto mówi, że “owoc Jego słodki jest jej gardłu”. Samo tu już jest używanie, bez żadnego trudzenia się władz duszy i spokój i odpoczynek zupełny pod tym cieniem Bóstwa (które słusznie zwie się cieniem, widzieć Go bowiem jasno w tym życiu nie możemy, jeno pod zasłoną obłoku), choć niekiedy słońce ono wiekuiste jasnym promieniem nieskończonej miłości swojej przedrze na chwilę ten obłok i da duszy ujrzeć i uczuć, jak blisko jest przy Jego Boskiem Majestacie, tak blisko, że i wyrazić tego niepodobna i uwierzyć trudno. Komu dano było choć raz w życiu doznać na sobie tego, o czym mówię, ten, pewna jestem, że przyzna, jak słusznie i prawdziwie można w tym znaczeniu rozumieć słowo Oblubienicy.

5. Ja sądzę, że sam Duch Święty tu działa jako pośrednik między duszą a Bogiem. I On sam wznieca w duszy one tak żarliwe pragnienia i tak blisko do niej przybliża ów ogień z nieba, aby cała w nim rozgorzała. O Panie, jakże wielkie jest miłosierdzie, z jakim tu na ziemi obchodzisz się z duszami! Bądź błogosławiony i pochwalony na wieki, iż takim hojnym okazujesz się miłośnikiem! O Boże mój i Stwórco, czy to być może by znalazł się na tym świecie człowiek, który by Ciebie nie miłował? Lecz biada mi, wszak to ja pierwsza tyle lat żyłam nie miłując Ciebie! A nie miłowałam Ciebie, bo nie byłam warta poznać Ciebie! O, jakże nachyla swoje gałęzie to boskie drzewo, aby dusza raz przecie gałązkę z niego uszczknęła, rozważając Jego wielmożności i mnóstwo miłosierdzia, jakie nad nią okazał. Aby zobaczyła i zakosztowała tego owocu, który Pan nasz Jezus Chrystus zebrał z Męki swojej, z taką przedziwną miłością drzewo to święte krwią swoją zraszając.

Przedtem dusza cieszyła się i napawała pokarmem Jego boskich piersi, bo jako poczynającą dopiero w używaniu tych łask, mlekiem ją karmił Oblubieniec. Teraz już większej nabrała siły i wzrostu, a Oblubieniec stopniowo czyni ją zdolną do otrzymania większych rzeczy, jakie jej dać pragnie. Karmi ją “owocem z drzewa”, chcąc, aby coraz lepiej rozumiała, jak bardzo obowiązana jest żyć i cierpieć dla Jego chwały. I na tym jeszcze, rzecz prawdziwie zdumiewająca, Pan nie poprzestaje. Bo widząc duszę całkiem Mu już oddaną, bez żadnego interesu własnego ani dla żadnej innej pobudki ni względu, jeno dlatego jedynie, że On jest jej Bogiem, a ona Go nad wszystko miłuje, wtedy już zaczyna i nie przestaje udzielać jej siebie takimi sposobami, jakie On tylko, Mądrość przedwieczna, wynaleźć może.

6. Zdawałoby się, że po tym pierwszym pocałunku pokoju nic już większego nie można otrzymać. Jednak te łaski, o których następnie mówiłam, choć pobieżnie tylko i niedokładnie, o wiele tamte przewyższają. W księdze, o której wspomniałam wyżej, jeśli spodoba się Panu, by ujrzała światło dzienne, znajdziecie tę naukę nierównie jaśniej i szerzej opisaną.

Czy po tym wszystkim pozostaje co więcej, czego byśmy jeszcze pragnąć mogli? O wielki Boże, jakże niskie są nasze pragnienia, w porównaniu z nieograniczoną hojnością Twojej wielmożności! Jakże poziomo słaniałyby się dusze nasze, gdybyś Ty, Panie, w udzielaniu łask ograniczał się do miary naszej prośby!

Zobaczymy teraz, co dalej nadto mówi jeszcze Oblubienica.

 

Rozdział V



Mówi w dalszym ciągu o modlitwie zjednoczenia i o skarbach, jakimi się dusza wzbogaca przez działanie Ducha Świętego; podkreśla zdecydowanie takiej duszy na wszelkie cierpienia dla Umiłowanego.

“Pod cieniem Jego, którego pragnęłam, siedziałam, a owoc Jego słodki gardłu memu” (Pnp 2, 3)

1. Pytajmy teraz Oblubienicy, dowiadujmy się od tej duszy błogosławionej, dopuszczonej do pocałunku tych ust Bożych, karmionej mlekiem tych piersi Bożych, co mamy czynić, jak się mamy zachować, co mamy mówić, jeśliby kiedy spodobało się Panu i nas do tak wysokiej łaski podnieść.

Oto odpowiada nam i mówi: “Pod cieniem Jego, którego pragnęłam, siedziałam, a owoc Jego słodki gardłu memu. Wprowadził mię Król do piwnicy winnej, rozrządził we mnie miłość”.

Mówi więc: “Pod cieniem Jego, którego pragnęłam, siedziałam”.

2. O Boże wielki, jakże ta dusza, w samym słońcu umieszczona, cała jest zapalona od niego! Pod cieniem, woła, Jego, którego pragnęłam, siedziałam, i Tego, którego nazwała słońcem, zowie także drzewem urodzajnym i mówi, że owoc Jego “słodki jest jej gardłu”. O dusze, oddane modlitwie wewnętrznej, kosztujcie smaku ukrytego w każdym z tych słów! Patrzcie, jak rozmaicie możemy przedstawiać sobie Pana w rozmyślaniu, jak rozmaity z Niego brać pokarm! Prawdziwie jest On manną, zawierającą w sobie wszelki smak, jakiego pożywający pragnie. Lecz cóż to za cień niebiański, o którym tu mówi Oblubienica i kto nam objaśni, co Pan przez ten wyraz oznajmia? Przychodzi mi tu na myśl co anioł rzekł do Panny Najświętszej, Pani naszej: “Moc Najwyższego osłoni Cię”. O, jakąż musi czuć obronę dusza, którą Pan do takiej wielkości wyniesie! Słusznie może ona już usiąść i siedzieć bezpiecznie.

3. Zważcie teraz, że po większej części i prawie zawsze (z wyjątkiem tylko tych rzadkich wybranych, których spodoba się Panu w szczególny sposób powołać do jakiej wielkiej sprawy, jak to uczynił świętemu Pawłowi, którego w jednej chwili wyniósł na sam szczyt kontemplacji i objawił się mu, mówił do niego i od razu go do godności apostolskiej podwyższył) Bóg tych darów tak wysokich i tych łask tak wielkich zwykł użyczać takim, którzy wiele ucierpieli dla Jego chwały i pragną Jego miłości. I tym, którzy całe życie swoje tak usiłują rozrządzać, iżby wszystkie ich sprawy były przyjemne Panu i wiele już lat strawili na rozmyślaniu i szukaniu Boskiego Oblubieńca, i od dawna sprzykrzyli sobie rzeczy tego świata. Tacy więc, mówię, którzy mocno usadowili się w prawdzie i nigdzie nie szukają dla siebie pociechy ani pokoju, ani ochłody, jeno tam, gdzie wiedzą, że prawdziwie je znaleźć mogą, tacy siadają pod cieniem Pana i niczego więcej nie pragną. O, jakże mądrze oni sobie radzą, z zupełną ufnością zdając się na Jego boską wielmożność! Bo to, czego tak pragną od Niego, to z Jego hojności nieskończonej otrzymują. O, jakże szczęśliwa ta dusza, która zasłuży na to, by mogła mieszkać pod tym cieniem! Szczęśliwa nawet co do tych rzeczy, które tu widome są dla oka i podpadają pod zmysły. Co bowiem do tego, co dusza sama w sobie tu poznaje i czuje, są to, jak sama nieraz tego doznałam, rzeczy tak wzniosłe i wielkie, że ich żaden język nie wyrazi.

4. Dusza w tym rozkosznym spokoju siedząca, czuje się cała, rzekłbyś, ogarniona, okryta cieniem, jakby obłokiem Bóstwa, z którego spływa na nią wilgoć niebieska i rosa tak słodka, że nią orzeźwiona łatwo zapomina wszelkie utrudzenia, jakie jej sprawiają rzeczy tego świata. Czuje taki jakiś głęboki spokój, że sama nawet czynność i konieczność oddychania przykrą jej się wydaje. A wszystkie władze swoje tak ma w tym stanie uciszone, że i myśli nawet żadnej, chociażby dobrej, wola nie chciałaby dopuścić, żadnej też sama nie szuka ani nie przywołuje. Nie musi tutaj wstawać i rękę wyciągać, to jest działać rozumem i roztrząsaniem rzeczy, bo Pan sam podaje jej już pokrajany, przyprawiony i zżuty już nawet owoc tego drzewa, do którego ona przyrównywa Umiłowanego i przeto mówi, że “owoc Jego słodki jest jej gardłu”. Samo tu już jest używanie, bez żadnego trudzenia się władz duszy i spokój i odpoczynek zupełny pod tym cieniem Bóstwa (które słusznie zwie się cieniem, widzieć Go bowiem jasno w tym życiu nie możemy, jeno pod zasłoną obłoku), choć niekiedy słońce ono wiekuiste jasnym promieniem nieskończonej miłości swojej przedrze na chwilę ten obłok i da duszy ujrzeć i uczuć, jak blisko jest przy Jego Boskiem Majestacie, tak blisko, że i wyrazić tego niepodobna i uwierzyć trudno. Komu dano było choć raz w życiu doznać na sobie tego, o czym mówię, ten, pewna jestem, że przyzna, jak słusznie i prawdziwie można w tym znaczeniu rozumieć słowo Oblubienicy.

5. Ja sądzę, że sam Duch Święty tu działa jako pośrednik między duszą a Bogiem. I On sam wznieca w duszy one tak żarliwe pragnienia i tak blisko do niej przybliża ów ogień z nieba, aby cała w nim rozgorzała. O Panie, jakże wielkie jest miłosierdzie, z jakim tu na ziemi obchodzisz się z duszami! Bądź błogosławiony i pochwalony na wieki, iż takim hojnym okazujesz się miłośnikiem! O Boże mój i Stwórco, czy to być może by znalazł się na tym świecie człowiek, który by Ciebie nie miłował? Lecz biada mi, wszak to ja pierwsza tyle lat żyłam nie miłując Ciebie! A nie miłowałam Ciebie, bo nie byłam warta poznać Ciebie! O, jakże nachyla swoje gałęzie to boskie drzewo, aby dusza raz przecie gałązkę z niego uszczknęła, rozważając Jego wielmożności i mnóstwo miłosierdzia, jakie nad nią okazał. Aby zobaczyła i zakosztowała tego owocu, który Pan nasz Jezus Chrystus zebrał z Męki swojej, z taką przedziwną miłością drzewo to święte krwią swoją zraszając.

Przedtem dusza cieszyła się i napawała pokarmem Jego boskich piersi, bo jako poczynającą dopiero w używaniu tych łask, mlekiem ją karmił Oblubieniec. Teraz już większej nabrała siły i wzrostu, a Oblubieniec stopniowo czyni ją zdolną do otrzymania większych rzeczy, jakie jej dać pragnie. Karmi ją “owocem z drzewa”, chcąc, aby coraz lepiej rozumiała, jak bardzo obowiązana jest żyć i cierpieć dla Jego chwały. I na tym jeszcze, rzecz prawdziwie zdumiewająca, Pan nie poprzestaje. Bo widząc duszę całkiem Mu już oddaną, bez żadnego interesu własnego ani dla żadnej innej pobudki ni względu, jeno dlatego jedynie, że On jest jej Bogiem, a ona Go nad wszystko miłuje, wtedy już zaczyna i nie przestaje udzielać jej siebie takimi sposobami, jakie On tylko, Mądrość przedwieczna, wynaleźć może.

6. Zdawałoby się, że po tym pierwszym pocałunku pokoju nic już większego nie można otrzymać. Jednak te łaski, o których następnie mówiłam, choć pobieżnie tylko i niedokładnie, o wiele tamte przewyższają. W księdze, o której wspomniałam wyżej, jeśli spodoba się Panu, by ujrzała światło dzienne, znajdziecie tę naukę nierównie jaśniej i szerzej opisaną.

Czy po tym wszystkim pozostaje co więcej, czego byśmy jeszcze pragnąć mogli? O wielki Boże, jakże niskie są nasze pragnienia, w porównaniu z nieograniczoną hojnością Twojej wielmożności! Jakże poziomo słaniałyby się dusze nasze, gdybyś Ty, Panie, w udzielaniu łask ograniczał się do miary naszej prośby!

Zobaczymy teraz, co dalej nadto mówi jeszcze Oblubienica.