Podniety miłości Bożej - Strona 5 z 9 - Dumanie.pl - blog osobisty | o. Mariusz Wójtowicz OCD

Podniety miłości Bożej

parallax background

 

Rozdział III



Mówi o prawdziwym pokoju, jaki Bóg daje duszy, objaśnia zjednoczenie się duszy z Bogiem i podaje przykłady heroicznej miłości prawdziwych sług Bożych.

“Niech mnie pocałuje pocałunkiem ust swoich” (Pnp 1, 1).

1. Mówmy już teraz, Oblubienico święta, o tym, o co ty prosisz, o tym świętym pokoju, który napełnia duszę odwagą do podjęcia walki z wszystkim, co jest na świecie i nie pozbawia jej przy tym ani na chwilę wewnętrznego spokoju i bezpieczeństwa. O jakież to szczęście niewypowiedziane dostąpić takiej łaski! Jest to takie zjednoczenie się duszy z Bogiem, że między Nim a nią żadnego już nie ma rozdziału, ale wola jej staje się jedno z wolą Jego, nie w słowach i w pragnieniach tylko, ale w uczynku i w prawdzie. Dusza więc wtedy, skoro uzna w czymś większą chwałę Oblubieńca, z taką miłością i z taką gorącością pragnie spełnić Jego boskie upodobanie, że za nic uważa wszelkie trudności i przeszkody, jakie by jej przedstawiał rozum. Nie ogląda się też na żadne strachy, jeno z wiarą mocną zabiera się do dzieła, nie troszcząc się o własny pożytek i spokój, bo czuje to dobrze i widzi, że na tym właśnie zapomnieniu o sobie wszystko jej dobro i szczęście polega.

2. Może taki zapał, córki, wyda się wam niewczesny i niewłaściwy, boć nie zasługuje na pochwałę, kto w postępowaniu swoim nie zachowuje należnej miary i roztropności. Ale prawdziwa miara i roztropność polega tu na odpowiedzi na to jedno pytanie: czy macie w sobie przeświadczenie wewnętrzne (o ile ono dla nas jest możliwe, bo pewnej w tym względzie wiadomości w tym życiu osiągnąć nie zdołamy), że Pan wysłuchał prośby waszej, że “pocałował was pocałunkiem ust swoich”? Jeśli macie to przeświadczenie, na pewnych znakach oparte, wtedy nic już was powstrzymać nie powinno, wtedy bezpiecznie możecie zapomnieć o sobie, a myśleć tylko o spełnieniu tego, co się podoba najsłodszemu Oblubieńcowi. Różne są znaki, którymi Pan oznajmia obecność swego Majestatu w tych, którzy tą łaską się cieszą. Takimi znakami są: gardzić wszystkimi rzeczami tej ziemi i tak mało je cenić, jak istotnie tego są warte, żadnego dobra doczesnego nie szukać, wiedząc, że wszystko to marność; nie uznawać innego na tej ziemi wesela, jeno w towarzystwie tych, którzy Pana miłują; przykrzyć sobie tym życiem; bogactwa poczytywać za marność, jak na to zasługują, i inne tym podobne rzeczy, których Pan sam naucza każdego, kogo do tego stanu wyniesie.

3. Gdy dusza stanie na tym stopniu, nie ma się już czego lękać, chyba tego tylko, że Bóg może ją uznać za niegodną szczęścia poświęcenia siebie dla Niego i nie zechce jej użyć do swojej służby przez cierpienia i sposobność do trudów dla Jego chwały, choćby to było kosztem wielkich jej ofiar. Tak więc, jak mówiłam, sama tylko wiara i miłość tu działa, i nie zważa już na żadne zarzuty rozumu. Bo to zjednoczenie, które łączy oblubienicę z Oblubieńcem, nauczyło ją innych i wyższych rzeczy, których rozum nie dosięgnie i dlatego jest on jakby zdeptany pod nogami.

Abyście to lepiej zrozumiały, objaśnię wam następującym porównaniem. Przypuśćmy, że ktoś dostał się w niewolę u niewiernych, a nie ma nikogo prócz ojca lub wiernego przyjaciela. Jeśli ci go nie wykupią, żadna mu nie pozostaje nadzieja wyzwolenia. Ale ojciec ten czy przyjaciel jest ubogi i nie posiada żadnych środków na opłacenie ceny wykupu. Jedyny więc sposób oswobodzenia syna czy przyjaciela byłby ten, gdyby sam oddał siebie w niewolę na jego miejsce. Kocha go bardzo, więc miłość domaga się, by uczynił dla niego ofiarę z siebie, by więcej cenił wyzwolenie ukochanego, niż własną wolność. Ale zaraz występuje roztropność, różne mu przedstawiając uwagi: że większe ma względem siebie samego obowiązki; że może okazałby się mniej mężny niż tamten, i dałby się zmusić do zaparcia się wiary; że grzechem byłoby wystawiać się na takie niebezpieczeństwo, i wiele innych tym podobnych.

4. O miłości Boża, jakże jesteś mocna! Nie ma takiej rzeczy, która by się niepodobną zdawała temu, kto miłuje! O szczęśliwa ta dusza, która doszła do osiągnięcia tego pokoju Boga swego, która się wznosi ponad wszelkie utrapienia i niebezpieczeństwa tego świata, która nikogo i niczego się nie lęka, skoro wie, że służy najlepszemu Oblubieńcowi i Panu swemu! Tak kochającego, żadne względy na siebie i na własne bezpieczeństwo, jakim ulegał on ojciec czy przyjaciel, o którym dopiero co mówiłam, nigdy nie zdołają odwieść od dobrej sprawy, podjętej dla miłości Pana.

Takiego szczęścia widocznie i takiego pokoju dostąpił on Święty, o którym czytałyście, że dla przypodobania się Boskiemu Majestatowi Pana i dla naśladowania choć w cząstce Jego przykładu, nie dla syna, nie dla przyjaciela, ale dla obcego człowieka, syna biednej wdowy, która się do niego uciekła w swoim strapieniu, oddał się dobrowolnie na jego miejsce w niewolę u niewiernych. Czytałyście także, jak szczęśliwym skutkiem został uwieńczony ten jego czyn i z jakim wielkim zyskiem z niewoli powrócił.

5. “A sądzę, że i jemu rozum nie zaniechał przedstawiać podobnych i ważniejszych jeszcze względów, jak te, o których wyżej wspomniałam, bo przecież był biskupem i owce pieczy jego powierzone opuszczał; miał więc, biorąc rzeczy po ludzku, czego się obawiać. Zważcie tu jedną rzecz, która mi w tej chwili na myśl przychodzi, odnośnie do dusz z natury bojaźliwych i słabszych duchem, jakimi przeważnie są niewiasty. Dusza taka, choć prawdziwie już stanie na tym wysokim stopniu, o którym tu mówię, zawsze jednak z naturalnej słabości podlega mimowolnym nagabywaniom strachu. Potrzeba pilnego czuwania, bo naturalna ta słabość, gdy jej nie pokonamy, wielkiej nas pozbawi zasługi. Gdy poczujecie w sobie pokusę takiej małoduszności, przyzywajcie na pomoc wiarę i pokorę i wbrew wszelkim strachom, śmiało przyłóżcie rękę do dzieła, wierząc niezachwianie, że Bóg może wszystko. On mocen jest i nieraz już natchnął męstwem tyle dzieweczek świętych, aby zdołały wytrzymać wiele ciężkich mąk, na które ochotnym sercem i z niezachwianym postanowieniem woli dla miłości Jego się wydawały.

6. “Tej gotowości serca, tego ochotnego postanowienia woli jedynie Pan żąda, siła zaś nasza na nic Mu nie jest potrzebna, owszem, w tym właśnie boska wielmożność Jego ma swoje upodobanie, że wybiera sobie słabe i ułomne stworzenia, aby w nich zajaśniały wielkie Jego dzieła. Objawia się przez to jaśniej Jego potęga i pełniej ziszcza się Jego pragnienie, z jakim chce wylewać na nas swoje łaski. Wszelkie więc łaski i cnoty, jakich wam Bóg użyczył, mają dodawać wam ducha, abyście umiały poczynać sobie z mężnym postanowieniem i nie zważać na względy, jakie wam podsuwa rozum i własna słabość wasza. Czuwajcie, aby ta słabość nie wzmogła się jeszcze bardziej, gdybyście się dały uwodzić takim myślom: ‘a nuż się nie uda?’, ‘może niewarta jestem tego dla moich grzechów, by Pan mi użyczył tej siły, której użycza drugim?’ Nie czas w takiej chwili myśleć o swoich grzechach, myśl tę odłóżcie na później. Nie w porę też, owszem, bardzo niewczesna jest taka pokora.

7. “Kiedy wam ofiarują honory i zaszczyty, albo kiedy diabeł pobudza was do życia wygodnego lub innych rzeczy podobnych, wtedy pamiętajcie na grzechy wasze i bójcie się, że skutkiem tych grzechów nie potrafiłybyście tych rzeczy przyjemnych naturze używać bez szkody dla duszy. Ale gdy wam przyjdzie ucierpieć co dla miłości Pana lub dla miłości bliźniego wtedy nie lękajcie się, by wam grzechy wasze stanęły na przeszkodzie. Działając w duchu czystej miłości, być może, że spełnicie dzieło w rodzaju tych, które wysługują zupełne odpuszczenie wszystkich grzechów. Wie o tym diabeł i tego się boi, i dlatego w takich chwilach usiłuje was zatrwożyć, przywodząc na pamięć wasze grzechy. Bądźcie tego pewne, że nigdy Pan nie opuści tych, co Go kochają, gdy z miłości ku Niemu wystawiają się na niebezpieczeństwo. Kto się powoduje inną myślą i własny ma na celu interes, ten niechaj sam sobie radzi, ja tu bowiem mówię tylko dla tych, którzy pragną jak mogą najdoskonalej czynić to, co się Panu podoba”.

8. I dziś, za dni naszych, są jeszcze tacy prawdziwie miłujący Boga. Sama znam świętego człowieka – i wy również, boście go widziały, gdy nas odwiedzał – któremu Pan użyczył tak wielkiego daru miłości, iż rzewnymi łzami płakał i żalił się, że nie było mu dozwolono pójść między niewiernych i oddać im siebie w zamian za nieszczęśliwego, w niewoli u nich zostającego. Dużo i ze mną o tym mówił, wówczas gdy był u mnie w Awili. Później po długich a usilnych prośbach uzyskał wreszcie pozwolenie od Generała swego – był z zakonu braci bosych świętego Piotra z Alkantary – i natychmiast wyruszył w drogę, dla spełnienia swego świętego pragnienia. Ale w chwili, gdy był już tylko o cztery mile od Algieru, Pan go zabrał do siebie. Hojną tam bez wątpienia otrzymał nagrodę. A iluż tu było tych mądrych i roztropnych, którzy z politowaniem patrzyli na niego i mówili, że oszalał! Każdemu bowiem, kto nie umie wznieść się do takiej wysokiej miłości, podobne poświęcenie siebie wydaje się szaleństwem. Ale jakie, pytam, może być większe szaleństwo nad to, gdy człowiek na takim roztropnym uchylaniu się od wszelkiej ofiary strawi to krótkie i marne jak sen życie doczesne? O, daj nam Boże zasłużyć sobie na niebo, ale więcej jeszcze daj nam tu na ziemi, zanim dojdziemy do nieba – znaleźć się w liczbie tych, którzy tak umieją poświęcać siebie dla miłości Twojej!

9. Wiem dobrze i nie taję tego, że do takich wielkich spraw, wielkiej potrzeba i szczególnej pomocy Bożej. Przeto radzę wam, córki, byście ustawicznie z Oblubienicą prosiły o ten pokój tak rozkoszny i błogi, o ten pokój, który panuje nad tymi wszelkimi obawami świata i z zupełną swobodą i bezpieczeństwem je zwycięża. Wszak to rzecz jasna, że komu Bóg raczy użyczyć takiej niewypowiedzianej łaski, by złączył się z duszą jego związką tak ścisłej przyjaźni, tego też nie zaniecha dobrami swymi wzbogacić. Rzecz bowiem jasna, że sami nie możemy się zdobyć na takie rzeczy. Możemy prosić, możemy pragnąć, aby nam Pan tej łaski udzielił, ale nad to, cóż więcej zdołamy my nędzne robaki, których grzech do takiego niedołęstwa przywiódł, że żadnej cnoty nie umiemy sobie przedstawić inaczej, jeno wedle miary przyrodzonej naszej słabości?

Jakiż więc na to sposób? Ten jeden, córki: prosić z Oblubienicą o tę łaskę doskonałej miłości. Gdyby król pojął za żonę ubogą wieśniaczkę, czy synowie z tego związku zrodzeni nie byliby królewskiej krwi? Gdy więc Pan udzieli duszy takiej łaski niesłychanej, takiego ścisłego z nią zjednoczenia się, jakie, pytam, pragnienia, jakie błogie skutki, jakie dzieci czynów bohaterskich mogą się zrodzić z podobnego zjednoczenia, o ile dusza sama z własnej winy temu nie przeszkodzi?.

10. “Dlatego powtarzam raz jeszcze: gdy się wam nastręczy podobna sposobność, gdy Pan wam da tę łaskę, abyście mogły podjąć coś większego dla Jego miłości i chwały, nie troszczcie się w takiej chwili o to, żeście kiedyś były choćby i wielkimi grzesznicami. W takiej chwili potrzeba, aby wiara górowała nad naszą nędzą. Nie trapcie się również, jeśli w chwili zdobywania się na postanowienie, albo i później uczujecie w sobie nagabywanie strachu i wątpliwości, nie zważajcie na te mimowolne objawy przyrodzonej ułomności naszej, chyba tylko dla pobudzenia się do tym pilniejszego czuwania nad sobą. Niech sobie ciało wzdryga się i stęka, bo to jego zwyczaj. Pamiętajcie, co mówi dobry Jezus w czasie swej modlitwy w Ogrójcu: Ciało jest słabe, i wspomnijcie na on dziwny i bolesny krwawy pot Jego. Jeśli On, Boski nasz Pan, o świętym ciele swoim, które nie znało grzechu, mówi, że jest omdlałe, jakże chcemy, by nasze było tak mocne, iżby go nie bolało i nie trwożyło grożące mu prześladowanie i cierpienie? Ale w samym prześladowaniu i cierpieniu, gdy przyjdzie, ciało już okaże się poddane duchowi. Zjednoczywszy wolę swoją z wolą Bożą, już się nie skarży.

11. “Patrzcie jako Jezus najsłodszy przed nastaniem męki okazuje słabość swego Człowieczeństwa, ale pogrążony już w morzu boleści swoich objawia siłę i męstwo niezrównane, i nie tylko usty się nie skarży, ale i w całej postawie swojej nie daje znaku najmniejszej słabości. W Ogrójcu żali się i mówi: Smutna jest dusza moja aż do śmierci, ale zawieszony na krzyżu, w mękach rzeczywistej już śmierci, ani jednego słowa skargi nie wymawia. A przecie, jeśli przerywał swoją modlitwę w Ogrójcu, wstając do Apostołów i budząc ich, aby się poskarżyć przed nimi, daleko słuszniej w swoim konaniu mógł się skarżyć swojej Matce, gdy stała pod krzyżem i nie spała jak Apostołowie, ale w duszy swojej miała miecz boleści i gorzką śmiercią współumierała. Tym więcej, że większą ulgę i pociechę nam to przynosi, gdy możemy z bólem naszym zwierzyć się sercu przychylnemu, o którym wiemy, że więcej nas miłuje niż inni i żywiej niż inni cierpi z nami i boleje.

12. “Nie trwóżmy się więc, gdy nas nagabują strachy, nie traćmy ducha na widok naszego niedołęstwa – starajmy się tylko umacniać się pokorą i jasnym uznaniem, że same z siebie nic uczynić nie możemy. Będąc też niczym, bez pomocy łaski Bożej i ufności w Bogu, nic nie możemy i w niczym nie powinnyśmy liczyć na własne siły, bo właśnie w tym poleganiu na sobie jest nasza słabość. Nie bez powodu chciał Pan nasz w Ogrójcu okazać na sobie słabość natury ludzkiej. Uczynił to nie z konieczności, bo rzecz jasna, że będąc Mocą samą, nie miał czego się lękać, ale okazał się słaby dla naszej pociechy, ucząc nas zarazem swoim przykładem jako wbrew wszelkim wstrętom i lękom natury, mamy przykładać rękę do dzieła i zaprawiać się do spełniania czynem dobrych naszych pragnień. Trzeba jednak przy tym pamiętać, że pierwsze kroki na drodze umartwienia, zawsze są przykre i trudne. Oderwanie się od wygód i przyjemności życia sprawia jej ból, wyrzeczenie się czci światowej jest dla niej męką, cierpliwe zniesienie słowa uwłaczającego zdaje jej się niepodobnym do wytrzymania upokorzeniem – i tak na każdym kroku spotka się z przykrościami, dopóki nie dojdzie do zupełnego umartwienia siebie. Ale gdy już zdobędzie się na mocne postanowienie zupełnego wyrzeczenia się świata i stania się umarłą dla niego, wtedy już wolna będzie od tych przeciwności i nie ma obawy, by się jeszcze skarżyła na jakąkolwiek gorycz i przykrość ziemską. Doszła już do tego pokoju, o który prosi Oblubienica”.

13. Gdybyśmy miały tak wielką wiarę i taką gorącą miłość, z jaką należałoby nam zawsze przystępować do Najświętszego Sakramentu, pewna tego jestem, że dość byłoby jednego przystąpienia na wzbogacenie nas we wszelkie łaski i dobra niebieskie. Jakże więc daleko bardziej powinna by w nas sprawiać ten skutek Komunia św. tak często przyjmowana! Ale snadź ozięble i ze zwyczaju tylko zbywamy taką wielką sprawę, i dlatego tak mało z niej odnosimy owocu. O nędzny świecie, który tak zasłaniasz oczy tym, którzy w tobie żyją, że nie widzą tych skarbów, za które mogliby nabyć sobie bogactwa nieustające!

14. O Panie nieba i ziemi, czy to być może, że już w tym życiu śmiertelnym dana nam jest możność cieszenia się Tobą w tak bliskiej zażyłości? Czy to być może, byśmy nie umieli czy nie chcieli zrozumieć tego, co Duch Święty tak jasno nam w tych słowach Pieśni nad pieśniami oznajmia o tych rozkoszach, jakimi Ty duszę miłującą Ciebie napawasz? Jakże wielka jest tkliwość słów Twoich! Jaka słodkość! Dość jednego takiego słowa, aby się cała w Tobie rozpłynęła! Bądź błogosławiony, Panie, za taką Twoją miłość i hojność! Cokolwiek byśmy dla Ciebie opuścili, nic na tym nie stracimy. Ileż to dróg, ile wynalazków i sposobów używasz na okazanie nam Twojej miłości! Nie dość Ci było pracować dla nas i cierpieć; nie dość śmierci okrutnej i męki najsroższej; nie dość, że na każdy dzień znosisz zniewagi od ludzi, a zawsze przebaczasz, ale nad to wszystko raczysz jeszcze mówić do duszy Cię miłującej takie słowa pełne miłości, jakie są w tej Twojej Pieśni nad pieśniami i uczysz duszę takimiż słowy mówić do Ciebie! A taka jest w tych Twoich słowach boska wielmożność i potęga miłości, że nie wiem, jakby człowiek zdołał je znieść, gdybyś Ty sam temu, kto je słyszy i czuje, choć tylko wedle słabej miary natury ludzkiej, nie przychodził w pomoc, aby pod nawałą tej przewyższającej rozkoszy nie uległ.

15. O nic już więc w tym życiu nie proszę Cię, Panie, jeno o to, byś mię pocałował “pocałunkiem ust Twoich” i tak mię tym pocałunkiem Twoim do siebie przywiązał, iżbym nigdy już nie zdołała, choćbym chciała, odłączyć się od tego zjednoczenia z Tobą! By nigdy, Panie życia mego, wola moja nie zboczyła od woli Twojej, by niczego nigdy we mnie nie było, co by mi przeszkadzało, Boże mój i chwało moja, mówić Tobie: “Lepsze i słodsze są piersi Twe nad wino”.

 

Rozdział III



Mówi o prawdziwym pokoju, jaki Bóg daje duszy, objaśnia zjednoczenie się duszy z Bogiem i podaje przykłady heroicznej miłości prawdziwych sług Bożych.

“Niech mnie pocałuje pocałunkiem ust swoich” (Pnp 1, 1).

1. Mówmy już teraz, Oblubienico święta, o tym, o co ty prosisz, o tym świętym pokoju, który napełnia duszę odwagą do podjęcia walki z wszystkim, co jest na świecie i nie pozbawia jej przy tym ani na chwilę wewnętrznego spokoju i bezpieczeństwa. O jakież to szczęście niewypowiedziane dostąpić takiej łaski! Jest to takie zjednoczenie się duszy z Bogiem, że między Nim a nią żadnego już nie ma rozdziału, ale wola jej staje się jedno z wolą Jego, nie w słowach i w pragnieniach tylko, ale w uczynku i w prawdzie. Dusza więc wtedy, skoro uzna w czymś większą chwałę Oblubieńca, z taką miłością i z taką gorącością pragnie spełnić Jego boskie upodobanie, że za nic uważa wszelkie trudności i przeszkody, jakie by jej przedstawiał rozum. Nie ogląda się też na żadne strachy, jeno z wiarą mocną zabiera się do dzieła, nie troszcząc się o własny pożytek i spokój, bo czuje to dobrze i widzi, że na tym właśnie zapomnieniu o sobie wszystko jej dobro i szczęście polega.

2. Może taki zapał, córki, wyda się wam niewczesny i niewłaściwy, boć nie zasługuje na pochwałę, kto w postępowaniu swoim nie zachowuje należnej miary i roztropności. Ale prawdziwa miara i roztropność polega tu na odpowiedzi na to jedno pytanie: czy macie w sobie przeświadczenie wewnętrzne (o ile ono dla nas jest możliwe, bo pewnej w tym względzie wiadomości w tym życiu osiągnąć nie zdołamy), że Pan wysłuchał prośby waszej, że “pocałował was pocałunkiem ust swoich”? Jeśli macie to przeświadczenie, na pewnych znakach oparte, wtedy nic już was powstrzymać nie powinno, wtedy bezpiecznie możecie zapomnieć o sobie, a myśleć tylko o spełnieniu tego, co się podoba najsłodszemu Oblubieńcowi. Różne są znaki, którymi Pan oznajmia obecność swego Majestatu w tych, którzy tą łaską się cieszą. Takimi znakami są: gardzić wszystkimi rzeczami tej ziemi i tak mało je cenić, jak istotnie tego są warte, żadnego dobra doczesnego nie szukać, wiedząc, że wszystko to marność; nie uznawać innego na tej ziemi wesela, jeno w towarzystwie tych, którzy Pana miłują; przykrzyć sobie tym życiem; bogactwa poczytywać za marność, jak na to zasługują, i inne tym podobne rzeczy, których Pan sam naucza każdego, kogo do tego stanu wyniesie.

3. Gdy dusza stanie na tym stopniu, nie ma się już czego lękać, chyba tego tylko, że Bóg może ją uznać za niegodną szczęścia poświęcenia siebie dla Niego i nie zechce jej użyć do swojej służby przez cierpienia i sposobność do trudów dla Jego chwały, choćby to było kosztem wielkich jej ofiar. Tak więc, jak mówiłam, sama tylko wiara i miłość tu działa, i nie zważa już na żadne zarzuty rozumu. Bo to zjednoczenie, które łączy oblubienicę z Oblubieńcem, nauczyło ją innych i wyższych rzeczy, których rozum nie dosięgnie i dlatego jest on jakby zdeptany pod nogami.

Abyście to lepiej zrozumiały, objaśnię wam następującym porównaniem. Przypuśćmy, że ktoś dostał się w niewolę u niewiernych, a nie ma nikogo prócz ojca lub wiernego przyjaciela. Jeśli ci go nie wykupią, żadna mu nie pozostaje nadzieja wyzwolenia. Ale ojciec ten czy przyjaciel jest ubogi i nie posiada żadnych środków na opłacenie ceny wykupu. Jedyny więc sposób oswobodzenia syna czy przyjaciela byłby ten, gdyby sam oddał siebie w niewolę na jego miejsce. Kocha go bardzo, więc miłość domaga się, by uczynił dla niego ofiarę z siebie, by więcej cenił wyzwolenie ukochanego, niż własną wolność. Ale zaraz występuje roztropność, różne mu przedstawiając uwagi: że większe ma względem siebie samego obowiązki; że może okazałby się mniej mężny niż tamten, i dałby się zmusić do zaparcia się wiary; że grzechem byłoby wystawiać się na takie niebezpieczeństwo, i wiele innych tym podobnych.

4. O miłości Boża, jakże jesteś mocna! Nie ma takiej rzeczy, która by się niepodobną zdawała temu, kto miłuje! O szczęśliwa ta dusza, która doszła do osiągnięcia tego pokoju Boga swego, która się wznosi ponad wszelkie utrapienia i niebezpieczeństwa tego świata, która nikogo i niczego się nie lęka, skoro wie, że służy najlepszemu Oblubieńcowi i Panu swemu! Tak kochającego, żadne względy na siebie i na własne bezpieczeństwo, jakim ulegał on ojciec czy przyjaciel, o którym dopiero co mówiłam, nigdy nie zdołają odwieść od dobrej sprawy, podjętej dla miłości Pana.

Takiego szczęścia widocznie i takiego pokoju dostąpił on Święty, o którym czytałyście, że dla przypodobania się Boskiemu Majestatowi Pana i dla naśladowania choć w cząstce Jego przykładu, nie dla syna, nie dla przyjaciela, ale dla obcego człowieka, syna biednej wdowy, która się do niego uciekła w swoim strapieniu, oddał się dobrowolnie na jego miejsce w niewolę u niewiernych. Czytałyście także, jak szczęśliwym skutkiem został uwieńczony ten jego czyn i z jakim wielkim zyskiem z niewoli powrócił.

5. “A sądzę, że i jemu rozum nie zaniechał przedstawiać podobnych i ważniejszych jeszcze względów, jak te, o których wyżej wspomniałam, bo przecież był biskupem i owce pieczy jego powierzone opuszczał; miał więc, biorąc rzeczy po ludzku, czego się obawiać. Zważcie tu jedną rzecz, która mi w tej chwili na myśl przychodzi, odnośnie do dusz z natury bojaźliwych i słabszych duchem, jakimi przeważnie są niewiasty. Dusza taka, choć prawdziwie już stanie na tym wysokim stopniu, o którym tu mówię, zawsze jednak z naturalnej słabości podlega mimowolnym nagabywaniom strachu. Potrzeba pilnego czuwania, bo naturalna ta słabość, gdy jej nie pokonamy, wielkiej nas pozbawi zasługi. Gdy poczujecie w sobie pokusę takiej małoduszności, przyzywajcie na pomoc wiarę i pokorę i wbrew wszelkim strachom, śmiało przyłóżcie rękę do dzieła, wierząc niezachwianie, że Bóg może wszystko. On mocen jest i nieraz już natchnął męstwem tyle dzieweczek świętych, aby zdołały wytrzymać wiele ciężkich mąk, na które ochotnym sercem i z niezachwianym postanowieniem woli dla miłości Jego się wydawały.

6. “Tej gotowości serca, tego ochotnego postanowienia woli jedynie Pan żąda, siła zaś nasza na nic Mu nie jest potrzebna, owszem, w tym właśnie boska wielmożność Jego ma swoje upodobanie, że wybiera sobie słabe i ułomne stworzenia, aby w nich zajaśniały wielkie Jego dzieła. Objawia się przez to jaśniej Jego potęga i pełniej ziszcza się Jego pragnienie, z jakim chce wylewać na nas swoje łaski. Wszelkie więc łaski i cnoty, jakich wam Bóg użyczył, mają dodawać wam ducha, abyście umiały poczynać sobie z mężnym postanowieniem i nie zważać na względy, jakie wam podsuwa rozum i własna słabość wasza. Czuwajcie, aby ta słabość nie wzmogła się jeszcze bardziej, gdybyście się dały uwodzić takim myślom: ‘a nuż się nie uda?’, ‘może niewarta jestem tego dla moich grzechów, by Pan mi użyczył tej siły, której użycza drugim?’ Nie czas w takiej chwili myśleć o swoich grzechach, myśl tę odłóżcie na później. Nie w porę też, owszem, bardzo niewczesna jest taka pokora.

7. “Kiedy wam ofiarują honory i zaszczyty, albo kiedy diabeł pobudza was do życia wygodnego lub innych rzeczy podobnych, wtedy pamiętajcie na grzechy wasze i bójcie się, że skutkiem tych grzechów nie potrafiłybyście tych rzeczy przyjemnych naturze używać bez szkody dla duszy. Ale gdy wam przyjdzie ucierpieć co dla miłości Pana lub dla miłości bliźniego wtedy nie lękajcie się, by wam grzechy wasze stanęły na przeszkodzie. Działając w duchu czystej miłości, być może, że spełnicie dzieło w rodzaju tych, które wysługują zupełne odpuszczenie wszystkich grzechów. Wie o tym diabeł i tego się boi, i dlatego w takich chwilach usiłuje was zatrwożyć, przywodząc na pamięć wasze grzechy. Bądźcie tego pewne, że nigdy Pan nie opuści tych, co Go kochają, gdy z miłości ku Niemu wystawiają się na niebezpieczeństwo. Kto się powoduje inną myślą i własny ma na celu interes, ten niechaj sam sobie radzi, ja tu bowiem mówię tylko dla tych, którzy pragną jak mogą najdoskonalej czynić to, co się Panu podoba”.

8. I dziś, za dni naszych, są jeszcze tacy prawdziwie miłujący Boga. Sama znam świętego człowieka – i wy również, boście go widziały, gdy nas odwiedzał – któremu Pan użyczył tak wielkiego daru miłości, iż rzewnymi łzami płakał i żalił się, że nie było mu dozwolono pójść między niewiernych i oddać im siebie w zamian za nieszczęśliwego, w niewoli u nich zostającego. Dużo i ze mną o tym mówił, wówczas gdy był u mnie w Awili. Później po długich a usilnych prośbach uzyskał wreszcie pozwolenie od Generała swego – był z zakonu braci bosych świętego Piotra z Alkantary – i natychmiast wyruszył w drogę, dla spełnienia swego świętego pragnienia. Ale w chwili, gdy był już tylko o cztery mile od Algieru, Pan go zabrał do siebie. Hojną tam bez wątpienia otrzymał nagrodę. A iluż tu było tych mądrych i roztropnych, którzy z politowaniem patrzyli na niego i mówili, że oszalał! Każdemu bowiem, kto nie umie wznieść się do takiej wysokiej miłości, podobne poświęcenie siebie wydaje się szaleństwem. Ale jakie, pytam, może być większe szaleństwo nad to, gdy człowiek na takim roztropnym uchylaniu się od wszelkiej ofiary strawi to krótkie i marne jak sen życie doczesne? O, daj nam Boże zasłużyć sobie na niebo, ale więcej jeszcze daj nam tu na ziemi, zanim dojdziemy do nieba – znaleźć się w liczbie tych, którzy tak umieją poświęcać siebie dla miłości Twojej!

9. Wiem dobrze i nie taję tego, że do takich wielkich spraw, wielkiej potrzeba i szczególnej pomocy Bożej. Przeto radzę wam, córki, byście ustawicznie z Oblubienicą prosiły o ten pokój tak rozkoszny i błogi, o ten pokój, który panuje nad tymi wszelkimi obawami świata i z zupełną swobodą i bezpieczeństwem je zwycięża. Wszak to rzecz jasna, że komu Bóg raczy użyczyć takiej niewypowiedzianej łaski, by złączył się z duszą jego związką tak ścisłej przyjaźni, tego też nie zaniecha dobrami swymi wzbogacić. Rzecz bowiem jasna, że sami nie możemy się zdobyć na takie rzeczy. Możemy prosić, możemy pragnąć, aby nam Pan tej łaski udzielił, ale nad to, cóż więcej zdołamy my nędzne robaki, których grzech do takiego niedołęstwa przywiódł, że żadnej cnoty nie umiemy sobie przedstawić inaczej, jeno wedle miary przyrodzonej naszej słabości?

Jakiż więc na to sposób? Ten jeden, córki: prosić z Oblubienicą o tę łaskę doskonałej miłości. Gdyby król pojął za żonę ubogą wieśniaczkę, czy synowie z tego związku zrodzeni nie byliby królewskiej krwi? Gdy więc Pan udzieli duszy takiej łaski niesłychanej, takiego ścisłego z nią zjednoczenia się, jakie, pytam, pragnienia, jakie błogie skutki, jakie dzieci czynów bohaterskich mogą się zrodzić z podobnego zjednoczenia, o ile dusza sama z własnej winy temu nie przeszkodzi?.

10. “Dlatego powtarzam raz jeszcze: gdy się wam nastręczy podobna sposobność, gdy Pan wam da tę łaskę, abyście mogły podjąć coś większego dla Jego miłości i chwały, nie troszczcie się w takiej chwili o to, żeście kiedyś były choćby i wielkimi grzesznicami. W takiej chwili potrzeba, aby wiara górowała nad naszą nędzą. Nie trapcie się również, jeśli w chwili zdobywania się na postanowienie, albo i później uczujecie w sobie nagabywanie strachu i wątpliwości, nie zważajcie na te mimowolne objawy przyrodzonej ułomności naszej, chyba tylko dla pobudzenia się do tym pilniejszego czuwania nad sobą. Niech sobie ciało wzdryga się i stęka, bo to jego zwyczaj. Pamiętajcie, co mówi dobry Jezus w czasie swej modlitwy w Ogrójcu: Ciało jest słabe, i wspomnijcie na on dziwny i bolesny krwawy pot Jego. Jeśli On, Boski nasz Pan, o świętym ciele swoim, które nie znało grzechu, mówi, że jest omdlałe, jakże chcemy, by nasze było tak mocne, iżby go nie bolało i nie trwożyło grożące mu prześladowanie i cierpienie? Ale w samym prześladowaniu i cierpieniu, gdy przyjdzie, ciało już okaże się poddane duchowi. Zjednoczywszy wolę swoją z wolą Bożą, już się nie skarży.

11. “Patrzcie jako Jezus najsłodszy przed nastaniem męki okazuje słabość swego Człowieczeństwa, ale pogrążony już w morzu boleści swoich objawia siłę i męstwo niezrównane, i nie tylko usty się nie skarży, ale i w całej postawie swojej nie daje znaku najmniejszej słabości. W Ogrójcu żali się i mówi: Smutna jest dusza moja aż do śmierci, ale zawieszony na krzyżu, w mękach rzeczywistej już śmierci, ani jednego słowa skargi nie wymawia. A przecie, jeśli przerywał swoją modlitwę w Ogrójcu, wstając do Apostołów i budząc ich, aby się poskarżyć przed nimi, daleko słuszniej w swoim konaniu mógł się skarżyć swojej Matce, gdy stała pod krzyżem i nie spała jak Apostołowie, ale w duszy swojej miała miecz boleści i gorzką śmiercią współumierała. Tym więcej, że większą ulgę i pociechę nam to przynosi, gdy możemy z bólem naszym zwierzyć się sercu przychylnemu, o którym wiemy, że więcej nas miłuje niż inni i żywiej niż inni cierpi z nami i boleje.

12. “Nie trwóżmy się więc, gdy nas nagabują strachy, nie traćmy ducha na widok naszego niedołęstwa – starajmy się tylko umacniać się pokorą i jasnym uznaniem, że same z siebie nic uczynić nie możemy. Będąc też niczym, bez pomocy łaski Bożej i ufności w Bogu, nic nie możemy i w niczym nie powinnyśmy liczyć na własne siły, bo właśnie w tym poleganiu na sobie jest nasza słabość. Nie bez powodu chciał Pan nasz w Ogrójcu okazać na sobie słabość natury ludzkiej. Uczynił to nie z konieczności, bo rzecz jasna, że będąc Mocą samą, nie miał czego się lękać, ale okazał się słaby dla naszej pociechy, ucząc nas zarazem swoim przykładem jako wbrew wszelkim wstrętom i lękom natury, mamy przykładać rękę do dzieła i zaprawiać się do spełniania czynem dobrych naszych pragnień. Trzeba jednak przy tym pamiętać, że pierwsze kroki na drodze umartwienia, zawsze są przykre i trudne. Oderwanie się od wygód i przyjemności życia sprawia jej ból, wyrzeczenie się czci światowej jest dla niej męką, cierpliwe zniesienie słowa uwłaczającego zdaje jej się niepodobnym do wytrzymania upokorzeniem – i tak na każdym kroku spotka się z przykrościami, dopóki nie dojdzie do zupełnego umartwienia siebie. Ale gdy już zdobędzie się na mocne postanowienie zupełnego wyrzeczenia się świata i stania się umarłą dla niego, wtedy już wolna będzie od tych przeciwności i nie ma obawy, by się jeszcze skarżyła na jakąkolwiek gorycz i przykrość ziemską. Doszła już do tego pokoju, o który prosi Oblubienica”.

13. Gdybyśmy miały tak wielką wiarę i taką gorącą miłość, z jaką należałoby nam zawsze przystępować do Najświętszego Sakramentu, pewna tego jestem, że dość byłoby jednego przystąpienia na wzbogacenie nas we wszelkie łaski i dobra niebieskie. Jakże więc daleko bardziej powinna by w nas sprawiać ten skutek Komunia św. tak często przyjmowana! Ale snadź ozięble i ze zwyczaju tylko zbywamy taką wielką sprawę, i dlatego tak mało z niej odnosimy owocu. O nędzny świecie, który tak zasłaniasz oczy tym, którzy w tobie żyją, że nie widzą tych skarbów, za które mogliby nabyć sobie bogactwa nieustające!

14. O Panie nieba i ziemi, czy to być może, że już w tym życiu śmiertelnym dana nam jest możność cieszenia się Tobą w tak bliskiej zażyłości? Czy to być może, byśmy nie umieli czy nie chcieli zrozumieć tego, co Duch Święty tak jasno nam w tych słowach Pieśni nad pieśniami oznajmia o tych rozkoszach, jakimi Ty duszę miłującą Ciebie napawasz? Jakże wielka jest tkliwość słów Twoich! Jaka słodkość! Dość jednego takiego słowa, aby się cała w Tobie rozpłynęła! Bądź błogosławiony, Panie, za taką Twoją miłość i hojność! Cokolwiek byśmy dla Ciebie opuścili, nic na tym nie stracimy. Ileż to dróg, ile wynalazków i sposobów używasz na okazanie nam Twojej miłości! Nie dość Ci było pracować dla nas i cierpieć; nie dość śmierci okrutnej i męki najsroższej; nie dość, że na każdy dzień znosisz zniewagi od ludzi, a zawsze przebaczasz, ale nad to wszystko raczysz jeszcze mówić do duszy Cię miłującej takie słowa pełne miłości, jakie są w tej Twojej Pieśni nad pieśniami i uczysz duszę takimiż słowy mówić do Ciebie! A taka jest w tych Twoich słowach boska wielmożność i potęga miłości, że nie wiem, jakby człowiek zdołał je znieść, gdybyś Ty sam temu, kto je słyszy i czuje, choć tylko wedle słabej miary natury ludzkiej, nie przychodził w pomoc, aby pod nawałą tej przewyższającej rozkoszy nie uległ.

15. O nic już więc w tym życiu nie proszę Cię, Panie, jeno o to, byś mię pocałował “pocałunkiem ust Twoich” i tak mię tym pocałunkiem Twoim do siebie przywiązał, iżbym nigdy już nie zdołała, choćbym chciała, odłączyć się od tego zjednoczenia z Tobą! By nigdy, Panie życia mego, wola moja nie zboczyła od woli Twojej, by niczego nigdy we mnie nie było, co by mi przeszkadzało, Boże mój i chwało moja, mówić Tobie: “Lepsze i słodsze są piersi Twe nad wino”.