Droga doskonałości - Strona 20 z 44 - Dumanie.pl - blog osobisty | o. Mariusz Wójtowicz OCD

Droga doskonałości

parallax background
fot. rtve.es

 

Rozdział XVIII



Dalszy ciąg o tym samym przedmiocie i o tym, że w życiu kontemplacyjnym nierównie większe są dla duszy cierpienia niż w życiu czynnym. – Stanowi to pociechę dla tych ostatnich.

1. Was, córki, których Bóg nie prowadzi drogą kontemplacji, upewniam, że te, które idą tą drogą, nie lżejszy od was mają krzyż do noszenia; owszem, gdybyście widziały, w jaki sposób Bóg z nimi się obchodzi, strach by was ogarnął. Znam obie te drogi i wiem, że cierpienia, jakie Bóg wkłada na kontemplacyjnych, są wprost nieznośne i gdyby nie ten pokarm rozkoszy wewnętrznych, którym ich posila, nie zdołaliby ich wytrzymać. I nie dziw, bo prawdą jest niezawodną, że których Bóg szczególną miłością miłuje, tych prowadzi drogą utrapienia i tym większego utrapienia, im więcej ich miłuje. Myliłby się jednak, kto by sądził, że Bóg ma w nienawiści te dusze kontemplacyjne, kiedy tak im każe cierpieć; owszem, przeciwnie, własnymi usty swymi oddaje im pochwały i przyjaciółmi swymi je zowie.

2. Wierzyć temu, że do ścisłej z sobą przyjaźni dopuszcza dusze bez żadnego cierpienia żyjące, byłoby nierozumne. Uważam to za prawdę niezawodną, że tym przyjaciołom swoim zsyła krzyże nierównie cięższe niż innym, a drogi, którymi im iść każe, tak są urwiste i strome, że nieraz im się zdaje, iż zmyliły drogę i gotowe są cofnąć się wstecz i zawrócić skąd przyszły. Potrzeba, by Pan je pokrzepił, dając im, nie wody na ochłodę, ale wina na upojenie, aby w tym świętym upojeniu już nie czuły, co cierpią i mogły wytrzymać. Jakoż nie znam żadnej prawie duszy kontemplacyjnej, która by nie była pełna odwagi i zdecydowana na cierpienie. Pierwszą bowiem rzeczą, jaką im Pan czyni, gdy widzi je słabe, jest ta, że dodaje im odwagi, aby się nie lękały żadnego cierpienia.

3. Ci, co idą drogą życia czynnego, gdy ujrzą jaki objaw łask nadzwyczajnych u dusz kontemplacyjnych na chwilę im użyczonych, sądzą, że życie ich składa się z samych tylko rozkoszy duchowych. Otóż powiadam wam, że gdyby wam przyszło jeden dzień tylko cierpieć to, co one wciąż cierpią, nie wytrzymałybyście. Ale Pan, jako zna każdego z nas takim, jakim jest, więc każdemu przeznacza takie zajęcie, jakie najlepiej odpowiada potrzebom jego duszy, chwale Bożej i pożytkowi bliźnich. I jeśli jeno my czynimy co możemy, nie bójmy się, by trud nasz był daremny. Zrozumiejcie to dobrze, że wszystkie powinnyśmy się o to starać, bo po to tu jesteśmy. Nie rok jeden, nie dziesięć ma trwać ta usilność nasza, ale póki starczy życia. Niech więc nie będzie takiego dnia ani chwili, byśmy kiedy przez małoduszność ręce opuściły, ale niech każdej chwili Pan widzi, że, ile z nas jest, jesteśmy gotowe. Bądźmy jak dzielni żołnierze, którzy choć po długich trudach, zawsze są w pogotowiu na każdy rozkaz wodza, wiedząc, że jakiekolwiek wyznaczy im stanowisko, żołd zasłużony ich nie minie. A jakże nieskończenie większą zapłatę daje nasz Król niż królowie ziemscy!

4. Wódz niebieski zna nas wszystkich i każdemu wskazuje placówkę według jego zdolności, ale potrzeba, byśmy byli gotowi, inaczej ominie nas zaszczytne wezwanie.

Tak więc, siostry, wiernie trzymajmy się modlitwy myślnej, a która nie może, modlitwy ustnej i czytania duchowego i pobożnych, jak je później objaśnię, z Bogiem rozmów. Szczególnie zaś bądźcie pilne na wspólną modlitwę w chórze, której żadna nie powinna opuszczać. Nie wiesz, kiedy Oblubieniec cię wezwie i zechce ci zadać jakie trudniejsze cierpienie, które ci osłodzi pociechą (oby nam się nie przytrafiło to, co spotkało nierozsądne panny). A nie wezwie ciebie, więc powiesz sobie, że takie rzeczy nie dla ciebie, że twoje miejsce gdzie indziej. Tu się okaże prawdziwa pokora, płynąca z tego przekonania, żeś i tego, co czynisz, niewarta.

5. Spełniaj ochotnie, cokolwiek ci polecą i z weselem służ Panu. O, błogosławiona taka służebnica, w duchu prawdziwej pokory Panu służąca w życiu czynnym i nigdy na nikogo, jeno na samą siebie się skarżąca. Dusze prawdziwie kontemplacyjne jakże ciężką muszą staczać wojnę. Wszak wiadomo wam, że w bitwie chorąży na większe niż inni wystawiony jest niebezpieczeństwo. Choć bowiem sam nie walczy, ale trzyma chorągiew, i chociażby go porąbano na sztuki, wypuszczać mu jej z rąk nie wolno. Tak podobnie dusze kontemplacyjne mają trzymać wzniesioną chorągiew pokory, mają znosić wszystkie ciosy, jakie na nie spadną, a same nie ranić nikogo, bo ich zadaniem jest cierpieć tak, jak cierpiał Chrystus, trzymając wysoko wzniesiony krzyż, nigdy w żadnym niebezpieczeństwie z rąk go nie wypuszczając, w żadnym najsroższym cierpieniu nie okazując znaku słabości. Na to im przypadł w udziale ten urząd zaszczytny. Niechże więc uważają, co robią, bo jeżeli chorąży sztandar swój opuści, tym samym bitwa przegrana. Niemałe to, jak sądzę, dla dusz jeszcze niedoskonałych zgorszenie, gdy w tych, których już poważają jako wodzów i najbliższych przyjaciół Bożych, spostrzegą, że uczynki ich nie odpowiadają wysokiemu ich stanowisku.

6. Prości żołnierze radzą sobie jak mogą, niekiedy nawet usuwają się z miejsca, gdzie niebezpieczeństwo większe, a czci przez to nie stracą, bo nikt na nich uwagi nie zwraca. Ale na chorążego wszyscy mają oko zwrócone, nie może więc okazywać trwogi. Czy mały zatem, jak mniemacie, bierze na siebie ciężar ten, kogo król na tym miejscu postawi? W zamian za trochę odznaczenia i honoru ciąży na nim obowiązek ponoszenia o wiele większego niebezpieczeństwa i trudu; jeśli choć na chwilę zabraknie mu odwagi, tym samym zaraz i cześć jego, i sprawa, której broni, stracona.

Gdy więc dopraszamy się, siostry, daru kontemplacji, ani same siebie nie znamy, ani nie wiemy, o co prosimy. Zostawmy to Panu, On lepiej wie, niż my, do czegośmy zdolne i czego nam potrzeba. Szczególniejszy to rodzaj pokory, gdy, jak to czynią niektóre, domagamy się od Boga łask Jego, jak gdyby nam się z prawa należały. Takim, sądzę, Pan chyba rzadko kiedy tych darów swoich użyczy: On zna serce każdego i jasno widzi, że nie im pić z Jego kielicha.

7. Po tym pozna każda z was, córki, czy postąpiła co w cnocie, jeśli ma siebie za gorszą od drugich, i jeśli po jej uczynkach, po jej poświęceniu się dla dobra innych widać, że istotnie tak o sobie sądzi. Ten jest znak prawdziwy postępu duchowego, nie zaś słodkości na modlitwie, zachwycenia, widzenia i inne tym podobne nadzwyczajności, o których na tamtym świecie dopiero się dowiemy, jaka była rzeczywista ich dla nas wartość. Wielka pokora, umartwienie i posłuszeństwo, nie odstępujące ani na włos od rozkazu przełożonych, którzy miejsce Boga zastępują – oto skarby nasze; to moneta, która nigdy nie traci kursu, to kapitał żelazny, to czynsz wieczysty, a nie chwilowy tylko zarobek.

Główny nacisk kładę na posłuszeństwo, bo bez niego, zdaniem moim, nie masz życia zakonnego. Nie będę tu jednak nad nim się rozszerzała, bo mówię do dobrych zakonnic albo pragnących przynajmniej być dobrymi. Jedno tylko tu zaznaczę, ze względu na ważność tego przedmiotu, aby wam nie wyszło z pamięci.

8. Powiadam więc, że kto ślubem poddał się posłuszeństwu, a zaniedbuje go, nie starając się, jak zdoła najdoskonalej ślub ten wypełnić, nie wiem, po co jest w klasztorze. Taką duszę upewniam, że póki rozmija się z posłuszeństwem, póty nigdy nie dojdzie do kontemplacji, ani nawet należycie nie spełni obowiązków życia czynnego. Jest to w moim przekonaniu rzecz niewątpliwa. A nawet i taka, która nie jest związana ślubem posłuszeństwa, jeśli pragnie kiedy dojść do stanu kontemplacji, potrzeba, by trzymała się jedynej drogi bezpiecznej i by bezwarunkowo zdobyła się na oddanie woli swojej pod kierownictwo doświadczonego w życiu duchowym spowiednika. Jest bowiem rzeczą pewną, że pod takim kierownictwem postąpią więcej w jednym roku, niż same przez długie lata. Uwaga ta jednak was nie dotyczy, nie będę się więc dłużej tu zatrzymywała.

9. To są, mówię wam na zakończenie, córki moje, cnoty, które pragnę, byście posiadały, o nie się starały i o nie ze świętą zazdrością między sobą współubiegały. O tamte rzeczy wcale się nie martwcie, że ich nie macie. Nie ma pewności, skąd one pochodzą; w jednych może one będą od Boga, a w was może, z dopuszczenia Bożego, okażą się ułudą, którą diabeł was zwodzi, jak to już uczynił z niejedną. A kiedy tyle jest rzeczy pewnych, którymi możecie Panu się przysłużyć, czemuż miałybyście wdawać się w wątpliwe i narażać się na takie niebezpieczeństwo?

10. Rozszerzyłam się nad tym przedmiotem, bo znając słabość naszą, widziałam tego potrzebę. Bóg, jeśli chce użyczyć daru kontemplacji, umocni tę słabość i da jej siłę potrzebną. A którym tego daru odmawia, im poświęcam te uwagi, z których i tamte skorzystają, biorąc z nich powód do upokorzenia.

Niechaj Pan w boskiej dobroci swojej raczy nas oświecać, abyśmy we wszystkim szły za wolą Jego; wtedy nie będziemy miały czego się lękać.

 

Rozdział XVIII



Dalszy ciąg o tym samym przedmiocie i o tym, że w życiu kontemplacyjnym nierównie większe są dla duszy cierpienia niż w życiu czynnym. – Stanowi to pociechę dla tych ostatnich.

1. Was, córki, których Bóg nie prowadzi drogą kontemplacji, upewniam, że te, które idą tą drogą, nie lżejszy od was mają krzyż do noszenia; owszem, gdybyście widziały, w jaki sposób Bóg z nimi się obchodzi, strach by was ogarnął. Znam obie te drogi i wiem, że cierpienia, jakie Bóg wkłada na kontemplacyjnych, są wprost nieznośne i gdyby nie ten pokarm rozkoszy wewnętrznych, którym ich posila, nie zdołaliby ich wytrzymać. I nie dziw, bo prawdą jest niezawodną, że których Bóg szczególną miłością miłuje, tych prowadzi drogą utrapienia i tym większego utrapienia, im więcej ich miłuje. Myliłby się jednak, kto by sądził, że Bóg ma w nienawiści te dusze kontemplacyjne, kiedy tak im każe cierpieć; owszem, przeciwnie, własnymi usty swymi oddaje im pochwały i przyjaciółmi swymi je zowie.

2. Wierzyć temu, że do ścisłej z sobą przyjaźni dopuszcza dusze bez żadnego cierpienia żyjące, byłoby nierozumne. Uważam to za prawdę niezawodną, że tym przyjaciołom swoim zsyła krzyże nierównie cięższe niż innym, a drogi, którymi im iść każe, tak są urwiste i strome, że nieraz im się zdaje, iż zmyliły drogę i gotowe są cofnąć się wstecz i zawrócić skąd przyszły. Potrzeba, by Pan je pokrzepił, dając im, nie wody na ochłodę, ale wina na upojenie, aby w tym świętym upojeniu już nie czuły, co cierpią i mogły wytrzymać. Jakoż nie znam żadnej prawie duszy kontemplacyjnej, która by nie była pełna odwagi i zdecydowana na cierpienie. Pierwszą bowiem rzeczą, jaką im Pan czyni, gdy widzi je słabe, jest ta, że dodaje im odwagi, aby się nie lękały żadnego cierpienia.

3. Ci, co idą drogą życia czynnego, gdy ujrzą jaki objaw łask nadzwyczajnych u dusz kontemplacyjnych na chwilę im użyczonych, sądzą, że życie ich składa się z samych tylko rozkoszy duchowych. Otóż powiadam wam, że gdyby wam przyszło jeden dzień tylko cierpieć to, co one wciąż cierpią, nie wytrzymałybyście. Ale Pan, jako zna każdego z nas takim, jakim jest, więc każdemu przeznacza takie zajęcie, jakie najlepiej odpowiada potrzebom jego duszy, chwale Bożej i pożytkowi bliźnich. I jeśli jeno my czynimy co możemy, nie bójmy się, by trud nasz był daremny. Zrozumiejcie to dobrze, że wszystkie powinnyśmy się o to starać, bo po to tu jesteśmy. Nie rok jeden, nie dziesięć ma trwać ta usilność nasza, ale póki starczy życia. Niech więc nie będzie takiego dnia ani chwili, byśmy kiedy przez małoduszność ręce opuściły, ale niech każdej chwili Pan widzi, że, ile z nas jest, jesteśmy gotowe. Bądźmy jak dzielni żołnierze, którzy choć po długich trudach, zawsze są w pogotowiu na każdy rozkaz wodza, wiedząc, że jakiekolwiek wyznaczy im stanowisko, żołd zasłużony ich nie minie. A jakże nieskończenie większą zapłatę daje nasz Król niż królowie ziemscy!

4. Wódz niebieski zna nas wszystkich i każdemu wskazuje placówkę według jego zdolności, ale potrzeba, byśmy byli gotowi, inaczej ominie nas zaszczytne wezwanie.

Tak więc, siostry, wiernie trzymajmy się modlitwy myślnej, a która nie może, modlitwy ustnej i czytania duchowego i pobożnych, jak je później objaśnię, z Bogiem rozmów. Szczególnie zaś bądźcie pilne na wspólną modlitwę w chórze, której żadna nie powinna opuszczać. Nie wiesz, kiedy Oblubieniec cię wezwie i zechce ci zadać jakie trudniejsze cierpienie, które ci osłodzi pociechą (oby nam się nie przytrafiło to, co spotkało nierozsądne panny). A nie wezwie ciebie, więc powiesz sobie, że takie rzeczy nie dla ciebie, że twoje miejsce gdzie indziej. Tu się okaże prawdziwa pokora, płynąca z tego przekonania, żeś i tego, co czynisz, niewarta.

5. Spełniaj ochotnie, cokolwiek ci polecą i z weselem służ Panu. O, błogosławiona taka służebnica, w duchu prawdziwej pokory Panu służąca w życiu czynnym i nigdy na nikogo, jeno na samą siebie się skarżąca. Dusze prawdziwie kontemplacyjne jakże ciężką muszą staczać wojnę. Wszak wiadomo wam, że w bitwie chorąży na większe niż inni wystawiony jest niebezpieczeństwo. Choć bowiem sam nie walczy, ale trzyma chorągiew, i chociażby go porąbano na sztuki, wypuszczać mu jej z rąk nie wolno. Tak podobnie dusze kontemplacyjne mają trzymać wzniesioną chorągiew pokory, mają znosić wszystkie ciosy, jakie na nie spadną, a same nie ranić nikogo, bo ich zadaniem jest cierpieć tak, jak cierpiał Chrystus, trzymając wysoko wzniesiony krzyż, nigdy w żadnym niebezpieczeństwie z rąk go nie wypuszczając, w żadnym najsroższym cierpieniu nie okazując znaku słabości. Na to im przypadł w udziale ten urząd zaszczytny. Niechże więc uważają, co robią, bo jeżeli chorąży sztandar swój opuści, tym samym bitwa przegrana. Niemałe to, jak sądzę, dla dusz jeszcze niedoskonałych zgorszenie, gdy w tych, których już poważają jako wodzów i najbliższych przyjaciół Bożych, spostrzegą, że uczynki ich nie odpowiadają wysokiemu ich stanowisku.

6. Prości żołnierze radzą sobie jak mogą, niekiedy nawet usuwają się z miejsca, gdzie niebezpieczeństwo większe, a czci przez to nie stracą, bo nikt na nich uwagi nie zwraca. Ale na chorążego wszyscy mają oko zwrócone, nie może więc okazywać trwogi. Czy mały zatem, jak mniemacie, bierze na siebie ciężar ten, kogo król na tym miejscu postawi? W zamian za trochę odznaczenia i honoru ciąży na nim obowiązek ponoszenia o wiele większego niebezpieczeństwa i trudu; jeśli choć na chwilę zabraknie mu odwagi, tym samym zaraz i cześć jego, i sprawa, której broni, stracona.

Gdy więc dopraszamy się, siostry, daru kontemplacji, ani same siebie nie znamy, ani nie wiemy, o co prosimy. Zostawmy to Panu, On lepiej wie, niż my, do czegośmy zdolne i czego nam potrzeba. Szczególniejszy to rodzaj pokory, gdy, jak to czynią niektóre, domagamy się od Boga łask Jego, jak gdyby nam się z prawa należały. Takim, sądzę, Pan chyba rzadko kiedy tych darów swoich użyczy: On zna serce każdego i jasno widzi, że nie im pić z Jego kielicha.

7. Po tym pozna każda z was, córki, czy postąpiła co w cnocie, jeśli ma siebie za gorszą od drugich, i jeśli po jej uczynkach, po jej poświęceniu się dla dobra innych widać, że istotnie tak o sobie sądzi. Ten jest znak prawdziwy postępu duchowego, nie zaś słodkości na modlitwie, zachwycenia, widzenia i inne tym podobne nadzwyczajności, o których na tamtym świecie dopiero się dowiemy, jaka była rzeczywista ich dla nas wartość. Wielka pokora, umartwienie i posłuszeństwo, nie odstępujące ani na włos od rozkazu przełożonych, którzy miejsce Boga zastępują – oto skarby nasze; to moneta, która nigdy nie traci kursu, to kapitał żelazny, to czynsz wieczysty, a nie chwilowy tylko zarobek.

Główny nacisk kładę na posłuszeństwo, bo bez niego, zdaniem moim, nie masz życia zakonnego. Nie będę tu jednak nad nim się rozszerzała, bo mówię do dobrych zakonnic albo pragnących przynajmniej być dobrymi. Jedno tylko tu zaznaczę, ze względu na ważność tego przedmiotu, aby wam nie wyszło z pamięci.

8. Powiadam więc, że kto ślubem poddał się posłuszeństwu, a zaniedbuje go, nie starając się, jak zdoła najdoskonalej ślub ten wypełnić, nie wiem, po co jest w klasztorze. Taką duszę upewniam, że póki rozmija się z posłuszeństwem, póty nigdy nie dojdzie do kontemplacji, ani nawet należycie nie spełni obowiązków życia czynnego. Jest to w moim przekonaniu rzecz niewątpliwa. A nawet i taka, która nie jest związana ślubem posłuszeństwa, jeśli pragnie kiedy dojść do stanu kontemplacji, potrzeba, by trzymała się jedynej drogi bezpiecznej i by bezwarunkowo zdobyła się na oddanie woli swojej pod kierownictwo doświadczonego w życiu duchowym spowiednika. Jest bowiem rzeczą pewną, że pod takim kierownictwem postąpią więcej w jednym roku, niż same przez długie lata. Uwaga ta jednak was nie dotyczy, nie będę się więc dłużej tu zatrzymywała.

9. To są, mówię wam na zakończenie, córki moje, cnoty, które pragnę, byście posiadały, o nie się starały i o nie ze świętą zazdrością między sobą współubiegały. O tamte rzeczy wcale się nie martwcie, że ich nie macie. Nie ma pewności, skąd one pochodzą; w jednych może one będą od Boga, a w was może, z dopuszczenia Bożego, okażą się ułudą, którą diabeł was zwodzi, jak to już uczynił z niejedną. A kiedy tyle jest rzeczy pewnych, którymi możecie Panu się przysłużyć, czemuż miałybyście wdawać się w wątpliwe i narażać się na takie niebezpieczeństwo?

10. Rozszerzyłam się nad tym przedmiotem, bo znając słabość naszą, widziałam tego potrzebę. Bóg, jeśli chce użyczyć daru kontemplacji, umocni tę słabość i da jej siłę potrzebną. A którym tego daru odmawia, im poświęcam te uwagi, z których i tamte skorzystają, biorąc z nich powód do upokorzenia.

Niechaj Pan w boskiej dobroci swojej raczy nas oświecać, abyśmy we wszystkim szły za wolą Jego; wtedy nie będziemy miały czego się lękać.