Droga doskonałości - Strona 40 z 44 - Dumanie.pl - blog osobisty | o. Mariusz Wójtowicz OCD

Droga doskonałości

parallax background
fot. rtve.es

 

Rozdział XXXVIII



Objaśnia, jak usilnie powinniśmy prosić Ojca Przedwiecznego, by nam udzielił tego, o co prosimy w tych słowach: “I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego”, i mówi o niektórych pokusach. – Rzeczy to bardzo ważne.

1. Wielkie i głębokie rzeczy zawierają się, siostry, w tych słowach i jako jest wolą Bożą, byście je za Panem mówiły, tak też powinnyście przykładać starania, abyście zdołały wniknąć w ich znaczenie. Rozumie się, że dusze, które doszły do tego stopnia modlitwy, już nie będą prosiły Pana o wyzwolenie ich od cierpień, o odwrócenie od nich pokus, prześladowań i walk, gdyż właśnie w tych przeciwnościach i próbach widzą drugi skutek działania w nich Ducha Świętego i niezawodny znak, że łaski i dary, którymi się cieszą, szły za Jego sprawą; zatem nie tylko nie wzdrygają się przed cierpieniem, ale przeciwnie pragną go, w nim się kochają i o nie proszą. Podobne są w tym do żołnierzy, którzy cieszą się gdy nastanie wojna, bo mają nadzieję odznaczyć się w bitwie i łupami się wzbogacić, gdy przeciwnie czasu pokoju mają tylko żołd swój, bez widoku większych korzyści.

2. Z większą jeszcze niecierpliwością niż ci ziemscy bojownicy, upewniam was, siostry, żołnierze Chrystusowi, to jest ci, którzy złączeni są z Panem w modlitwie i kontemplacji, wyglądają chwili, kiedy dano im będzie walczyć i potykać się w sprawie Boskiego Wodza swego. Nie ulękną się nieprzyjaciela jawnego, wstępnym bojem na nich nastającego; znają słabość jego, wiedzą, że tej siły, jaką Pan ich uzbraja, żadna siła ziemska nie pokona, że z każdej walki wyjdą zwycięsko i z większą korzyścią i hojnie wzbogaceni; więc nigdy się przed żadną napaścią nie cofną. Ale za to boją się, i to słusznie, innego nieprzyjaciela i ustawicznie Pana proszą, aby ich od niego wybawił; boją się czarta, zdrajcy piekielnego, przemieniającego się w anioła światłości, który cichaczem, w przebraniu podchodzi duszę i nie da się jej poznać, aż gdy jej zada rany śmiertelne i wszystką krew z niej wysączy, i życie jej odbierze, a dusza tymczasem, zewsząd już osaczona pokusą, jeszcze jej nie widzi. I o to właśnie proście, córki, w Modlitwie Pańskiej, i o to prosić powinnyście, by was Pan wybawił od tego nieprzyjaciela i nie dopuścił, byście weszły w pokuszenie, byście się dały oszukać czartowskim szalbierstwom, byście miały nie poznać się na podsuwanej wam truciźnie, by diabeł zdołał zakryć przed oczyma waszymi światłość i prawdę. O, jakże słusznie dobry Mistrz nasz uczy nas prosić o to, i sam o to za nami prosi!

3. Zważcie, że w różny sposób może nas nieprzyjaciel ten przyprawić o szkodę; nie jedyna to bowiem zdrada jego, że nieraz wywołuje w nas pociechy duchowe i wmawia w nas, że są to łaski od Boga.

Taka szkoda jednak jest jeszcze najmniejsza, bo czasem nawet może się obrócić przeciw samemu czartu; zdarza się bowiem, że mamidła jego nie tylko nie zdołają wstrzymać duszy na drodze Bożej, ale ją przeciwnie pobudzą do tym raźniejszego postępu, do dłuższej i gorętszej modlitwy. Nie domyślając się ani przypuszczając, by pociechy, których doznaje, były sprawą złego ducha, przypisuje je ta dusza niezasłużonemu nad nią zmiłowaniu Pańskiemu i uznając siebie takich łask niegodną, tym żarliwsze za nie czyni dzięki Bogu, tym mocniej czuje się obowiązana do służenia Mu wiernie i tym usilniej stara się uczynić siebie godną dalszych łask i darów Jego.

4. I wy także siostry, starajcie się trwać niezachwianie w pokorze, uznajcie siebie niegodnymi podobnych łask i o nie się nie ubiegajcie. Tą drogą wymyka się diabłu z rąk niejedna dusza, na której zgubę on sidła swoje zastawiał, a Pan przeciwnie, dla pokory jej i to zło, którym kusiciel zgubić ją zamierzał, obraca na jej dobro. On w boskiej wszechwiedzy swojej zna serca nasze i patrzy na intencję naszą; jeśli po to idziemy na modlitwę i na niej trwamy, aby uczynić siebie przyjemnymi w oczach Jego, i służyć Jemu, i z Nim i przy Nim zostawać, On wierny jest i nie dopuści tego, by nas miał nieprzyjaciel oszukać. Potrzeba, co prawda, czuwać i pilnować się, aby pokora nie doznała najmniejszego uszczerbku, aby nie wcisnęła się jaką szczeliną do duszy próżna chwała i upodobanie w sobie; potrzeba błagać Pana, aby nas od tego złego obronił. Ale też i wiernie przestrzegając tych warunków, i tak czyniąc co jest w naszej możności, nie bójcie się, córki, by opuściła nas pomoc Jego, by długo na to pozwolił, aby nas nieprzyjaciel zwodził pociechami, które nie od niego pochodzą.

5. Nierównie więcej może szatan zaszkodzić, gdy uda mu się wmówić w nas, że posiadamy cnoty, których w istocie nie posiadamy. To już prawdziwa klęska dla duszy. W pociechach bowiem i słodkościach bierzemy tylko dary nam użyczane, za czym i poczuwamy się do obowiązku wierności – tu przeciwnie, zdaje nam się, że to my coś dajemy, za co nam należy się nagroda od Pana; a z tego powoli i nieznacznie ciężka rodzi się szkoda. Z jednej strony cierpi na tym pokora, z drugiej strony dusza się opuszcza, nie starając się już o nabycie tej cnoty, skoro wyobraża sobie, że ją już posiada.

Jakiż będzie, siostry, na to niebezpieczeństwo ratunek? Nie znam pewniejszego nad ten, który nam tu podaje Boski Mistrz nasz, to jest modlitwę i błaganie do Ojca Przedwiecznego, aby nie dopuścił nam wpadać w pokuszenie.

6. Inny jeszcze sposób wam wskażę. Jeśli nam się zdaje, że Pan użyczył nam jakiej cnoty, uważajmy ją za dobro nam darowane, które Boski Dawca może nam znowu odebrać, jak to rzeczywiście często się zdarza, nie bez głębokich w tym zamiarów Jego Opatrzności. Czy nigdy jeszcze nie doznałyście tego, siostry, na samych sobie? Co do mnie, po wiele razy tego doświadczam. Czasem zdaje mi się, że zupełnie nie jestem przywiązana od żadnej rzeczy stworzonej i rzeczywiście w chwili próby okazuję się taką. A znowu przychodzą chwile, kiedy taki widzę w sobie brak wyrzeczenia się wszystkiego, że lada rzecz, z której wczoraj jeszcze bym się śmiała, zajmuje mię całą, tak iż sama siebie nie poznaję. Raz zdaje mi się, że mam odwagę nieustraszoną, że nie cofnęłabym się przed żadną trudnością gdy chodzi o chwałę Bożą, i w niektórych zdarzeniach istotnie dałam dowody takiej odwagi; a innym razem tak się czuję słabą i lękliwą, iż nie zdobyłabym się na męstwo zabicia choćby jednej mrówki w obronie sprawy Bożej, gdybym miała przez to wystawić się na jakie bądź przeciwieństwo. To zdaje mi się, że żadne oszczerstwa ani sądy ludzkie nie zdołałyby mię zachwiać i zakłócić mi spokoju wewnętrznego i w rzeczy samej nieraz zniosłam podobne napaści, nie tylko spokojnie, ale i z radością; a znów bywają dni, że lada marnym słowem na mnie rzuconym tak się trapię i martwię, iż cały świat mi się przykrzy i brzydnie i chciałabym uciec od niego. I nie ze mną jedną tak się dzieje; widziałam podobne zmiany usposobienia u wielu innych, lepszych niż ja i wiem, że tak bywa.

7. Któż więc, mając przed oczyma tę prawdę, codziennym doświadczeniem stwierdzoną, śmiałby jeszcze przypisywać samemu sobie jaką bądź cnotę i mieć siebie za wzbogaconego, kiedy tyle razy, właśnie w chwili potrzeby, gdy powinien by daną cnotę okazać, ujawnia się właśnie zupełne jego ubóstwo? – Miejmy więc zawsze na pamięci, siostry, tę całkowitą niedostateczność naszą, nie zaciągajmy długów, których nie ma czym spłacić. Skarb ten, drogi skądinąd, nie od nas pochodzi i nie wiemy, kiedy zechcą nam go odebrać i pozostawią nas z niczym w ciemnicy nędzy naszej. Wtedy bowiem; za odjęciem od nas tej części pożyczanej, którą nas łaska Jego otaczała, i ci, którzy nas szanowali, i my, którzyśmy się tą czcią nie naszą chełpili, będziemy godni pożałowania. Więc póki służymy Panu w pokorze, rzecz pewna, że On w końcu przyjdzie nam w pomoc w potrzebach naszych; ale jeśli nie mamy głęboko zakorzenionej w sercu naszym tej cnoty, na każdym kroku, rzec można, Pan nas opuści i pozostawi samym sobie; i będzie to największy, jaki nam dać może dowód miłosierdzia Jego, abyśmy tym sposobem naocznie przekonali się o własnej słabości naszej, nauczyli się pokory i zrozumieli naprawdę, że nic nie mamy, czego byśmy nie otrzymali.

8. Zważcie teraz tę drugą przestrogę: przyjdzie diabeł i wmówi w nas, że posiadamy jaką cnotę, np. cierpliwość, dlatego że wzbudzamy w sobie często akty tej cnoty i postanawiamy sobie wszelkie cierpienia znosić dla miłości Boga. Zdaje nam się, że gotowiśmy w danym razie wycierpieć wszystko, cokolwiek na nas przyjdzie, za czym jesteśmy zadowoleni z siebie, że jesteśmy tak cnotliwi, a diabeł z swojej strony utwierdza nas na wszelki sposób w tym dobrym o sobie mniemaniu. Otóż ostrzegam was, córki, nie polegajcie na takiej cnocie, ani nie wyobrażajcie sobie, że już istotnie znacie tę cnotę inaczej niż z imienia i że już posiadłyście ją z łaski Pana, dopóki prawdziwości jej pokusa i próba nie doświadczy. Bo może się zdarzyć, że za lada przykrym słowem, które wam ktoś powie, cierpliwość wasza opadnie na ziemię. Gdy więc częściej coś dla miłości Boga ucierpicie, wówczas dopiero dziękujcie Bogu, że zaczyna was uczyć tej cnoty i zdobywajcie się na odwagę cierpienia więcej jeszcze, bo przez udzielanie wam tej cnoty Bóg oznajmia wam wolę swoją, byście Mu się za nią wywdzięczały i zawsze, jak mówiłam, uważały ją jako rzecz w depozyt tylko wam powierzoną.

9. Inna pokusa wmawia w nas, że jesteśmy bardzo ubogie duchem i zwykłyśmy nawet mówić, że niczego nie pragniemy i o nic nam nie chodzi. Nie trafiło nam się bowiem, by nam czego brakło z rzeczy koniecznych, ale gdy przyjdzie doświadczenie, rozwiewa się wszystka cnota ubóstwa duchowego. Przez ciągłe wmawianie w siebie jakiejś cnoty nabiera się przekonania, jakoby się ją rzeczywiście posiadało. Potrzeba więc pilnego czuwania nad sobą, abyśmy poznały te pokusy tak w tych rzeczach, o których mówiłam, jak i w wielu innych. Jest bowiem rzeczą pewną i znaną, że jeśli Pan da nam rzeczywiście jedną z tych podstawowych cnót, pociągnie ona za sobą i inne cnoty. Ale przestrzegam was, że choćby się wam zdawało, że posiadacie tę cnotę, lękajcie się, byście się nie oszukały. Człowiek bowiem prawdziwie pokorny nigdy nie dowierza zupełnie swym cnotom, ale za pewniejsze i doskonalsze uważa te, które spostrzega u swych bliźnich.

 

Rozdział XXXVIII



Objaśnia, jak usilnie powinniśmy prosić Ojca Przedwiecznego, by nam udzielił tego, o co prosimy w tych słowach: “I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego”, i mówi o niektórych pokusach. – Rzeczy to bardzo ważne.

1. Wielkie i głębokie rzeczy zawierają się, siostry, w tych słowach i jako jest wolą Bożą, byście je za Panem mówiły, tak też powinnyście przykładać starania, abyście zdołały wniknąć w ich znaczenie. Rozumie się, że dusze, które doszły do tego stopnia modlitwy, już nie będą prosiły Pana o wyzwolenie ich od cierpień, o odwrócenie od nich pokus, prześladowań i walk, gdyż właśnie w tych przeciwnościach i próbach widzą drugi skutek działania w nich Ducha Świętego i niezawodny znak, że łaski i dary, którymi się cieszą, szły za Jego sprawą; zatem nie tylko nie wzdrygają się przed cierpieniem, ale przeciwnie pragną go, w nim się kochają i o nie proszą. Podobne są w tym do żołnierzy, którzy cieszą się gdy nastanie wojna, bo mają nadzieję odznaczyć się w bitwie i łupami się wzbogacić, gdy przeciwnie czasu pokoju mają tylko żołd swój, bez widoku większych korzyści.

2. Z większą jeszcze niecierpliwością niż ci ziemscy bojownicy, upewniam was, siostry, żołnierze Chrystusowi, to jest ci, którzy złączeni są z Panem w modlitwie i kontemplacji, wyglądają chwili, kiedy dano im będzie walczyć i potykać się w sprawie Boskiego Wodza swego. Nie ulękną się nieprzyjaciela jawnego, wstępnym bojem na nich nastającego; znają słabość jego, wiedzą, że tej siły, jaką Pan ich uzbraja, żadna siła ziemska nie pokona, że z każdej walki wyjdą zwycięsko i z większą korzyścią i hojnie wzbogaceni; więc nigdy się przed żadną napaścią nie cofną. Ale za to boją się, i to słusznie, innego nieprzyjaciela i ustawicznie Pana proszą, aby ich od niego wybawił; boją się czarta, zdrajcy piekielnego, przemieniającego się w anioła światłości, który cichaczem, w przebraniu podchodzi duszę i nie da się jej poznać, aż gdy jej zada rany śmiertelne i wszystką krew z niej wysączy, i życie jej odbierze, a dusza tymczasem, zewsząd już osaczona pokusą, jeszcze jej nie widzi. I o to właśnie proście, córki, w Modlitwie Pańskiej, i o to prosić powinnyście, by was Pan wybawił od tego nieprzyjaciela i nie dopuścił, byście weszły w pokuszenie, byście się dały oszukać czartowskim szalbierstwom, byście miały nie poznać się na podsuwanej wam truciźnie, by diabeł zdołał zakryć przed oczyma waszymi światłość i prawdę. O, jakże słusznie dobry Mistrz nasz uczy nas prosić o to, i sam o to za nami prosi!

3. Zważcie, że w różny sposób może nas nieprzyjaciel ten przyprawić o szkodę; nie jedyna to bowiem zdrada jego, że nieraz wywołuje w nas pociechy duchowe i wmawia w nas, że są to łaski od Boga.

Taka szkoda jednak jest jeszcze najmniejsza, bo czasem nawet może się obrócić przeciw samemu czartu; zdarza się bowiem, że mamidła jego nie tylko nie zdołają wstrzymać duszy na drodze Bożej, ale ją przeciwnie pobudzą do tym raźniejszego postępu, do dłuższej i gorętszej modlitwy. Nie domyślając się ani przypuszczając, by pociechy, których doznaje, były sprawą złego ducha, przypisuje je ta dusza niezasłużonemu nad nią zmiłowaniu Pańskiemu i uznając siebie takich łask niegodną, tym żarliwsze za nie czyni dzięki Bogu, tym mocniej czuje się obowiązana do służenia Mu wiernie i tym usilniej stara się uczynić siebie godną dalszych łask i darów Jego.

4. I wy także siostry, starajcie się trwać niezachwianie w pokorze, uznajcie siebie niegodnymi podobnych łask i o nie się nie ubiegajcie. Tą drogą wymyka się diabłu z rąk niejedna dusza, na której zgubę on sidła swoje zastawiał, a Pan przeciwnie, dla pokory jej i to zło, którym kusiciel zgubić ją zamierzał, obraca na jej dobro. On w boskiej wszechwiedzy swojej zna serca nasze i patrzy na intencję naszą; jeśli po to idziemy na modlitwę i na niej trwamy, aby uczynić siebie przyjemnymi w oczach Jego, i służyć Jemu, i z Nim i przy Nim zostawać, On wierny jest i nie dopuści tego, by nas miał nieprzyjaciel oszukać. Potrzeba, co prawda, czuwać i pilnować się, aby pokora nie doznała najmniejszego uszczerbku, aby nie wcisnęła się jaką szczeliną do duszy próżna chwała i upodobanie w sobie; potrzeba błagać Pana, aby nas od tego złego obronił. Ale też i wiernie przestrzegając tych warunków, i tak czyniąc co jest w naszej możności, nie bójcie się, córki, by opuściła nas pomoc Jego, by długo na to pozwolił, aby nas nieprzyjaciel zwodził pociechami, które nie od niego pochodzą.

5. Nierównie więcej może szatan zaszkodzić, gdy uda mu się wmówić w nas, że posiadamy cnoty, których w istocie nie posiadamy. To już prawdziwa klęska dla duszy. W pociechach bowiem i słodkościach bierzemy tylko dary nam użyczane, za czym i poczuwamy się do obowiązku wierności – tu przeciwnie, zdaje nam się, że to my coś dajemy, za co nam należy się nagroda od Pana; a z tego powoli i nieznacznie ciężka rodzi się szkoda. Z jednej strony cierpi na tym pokora, z drugiej strony dusza się opuszcza, nie starając się już o nabycie tej cnoty, skoro wyobraża sobie, że ją już posiada.

Jakiż będzie, siostry, na to niebezpieczeństwo ratunek? Nie znam pewniejszego nad ten, który nam tu podaje Boski Mistrz nasz, to jest modlitwę i błaganie do Ojca Przedwiecznego, aby nie dopuścił nam wpadać w pokuszenie.

6. Inny jeszcze sposób wam wskażę. Jeśli nam się zdaje, że Pan użyczył nam jakiej cnoty, uważajmy ją za dobro nam darowane, które Boski Dawca może nam znowu odebrać, jak to rzeczywiście często się zdarza, nie bez głębokich w tym zamiarów Jego Opatrzności. Czy nigdy jeszcze nie doznałyście tego, siostry, na samych sobie? Co do mnie, po wiele razy tego doświadczam. Czasem zdaje mi się, że zupełnie nie jestem przywiązana od żadnej rzeczy stworzonej i rzeczywiście w chwili próby okazuję się taką. A znowu przychodzą chwile, kiedy taki widzę w sobie brak wyrzeczenia się wszystkiego, że lada rzecz, z której wczoraj jeszcze bym się śmiała, zajmuje mię całą, tak iż sama siebie nie poznaję. Raz zdaje mi się, że mam odwagę nieustraszoną, że nie cofnęłabym się przed żadną trudnością gdy chodzi o chwałę Bożą, i w niektórych zdarzeniach istotnie dałam dowody takiej odwagi; a innym razem tak się czuję słabą i lękliwą, iż nie zdobyłabym się na męstwo zabicia choćby jednej mrówki w obronie sprawy Bożej, gdybym miała przez to wystawić się na jakie bądź przeciwieństwo. To zdaje mi się, że żadne oszczerstwa ani sądy ludzkie nie zdołałyby mię zachwiać i zakłócić mi spokoju wewnętrznego i w rzeczy samej nieraz zniosłam podobne napaści, nie tylko spokojnie, ale i z radością; a znów bywają dni, że lada marnym słowem na mnie rzuconym tak się trapię i martwię, iż cały świat mi się przykrzy i brzydnie i chciałabym uciec od niego. I nie ze mną jedną tak się dzieje; widziałam podobne zmiany usposobienia u wielu innych, lepszych niż ja i wiem, że tak bywa.

7. Któż więc, mając przed oczyma tę prawdę, codziennym doświadczeniem stwierdzoną, śmiałby jeszcze przypisywać samemu sobie jaką bądź cnotę i mieć siebie za wzbogaconego, kiedy tyle razy, właśnie w chwili potrzeby, gdy powinien by daną cnotę okazać, ujawnia się właśnie zupełne jego ubóstwo? – Miejmy więc zawsze na pamięci, siostry, tę całkowitą niedostateczność naszą, nie zaciągajmy długów, których nie ma czym spłacić. Skarb ten, drogi skądinąd, nie od nas pochodzi i nie wiemy, kiedy zechcą nam go odebrać i pozostawią nas z niczym w ciemnicy nędzy naszej. Wtedy bowiem; za odjęciem od nas tej części pożyczanej, którą nas łaska Jego otaczała, i ci, którzy nas szanowali, i my, którzyśmy się tą czcią nie naszą chełpili, będziemy godni pożałowania. Więc póki służymy Panu w pokorze, rzecz pewna, że On w końcu przyjdzie nam w pomoc w potrzebach naszych; ale jeśli nie mamy głęboko zakorzenionej w sercu naszym tej cnoty, na każdym kroku, rzec można, Pan nas opuści i pozostawi samym sobie; i będzie to największy, jaki nam dać może dowód miłosierdzia Jego, abyśmy tym sposobem naocznie przekonali się o własnej słabości naszej, nauczyli się pokory i zrozumieli naprawdę, że nic nie mamy, czego byśmy nie otrzymali.

8. Zważcie teraz tę drugą przestrogę: przyjdzie diabeł i wmówi w nas, że posiadamy jaką cnotę, np. cierpliwość, dlatego że wzbudzamy w sobie często akty tej cnoty i postanawiamy sobie wszelkie cierpienia znosić dla miłości Boga. Zdaje nam się, że gotowiśmy w danym razie wycierpieć wszystko, cokolwiek na nas przyjdzie, za czym jesteśmy zadowoleni z siebie, że jesteśmy tak cnotliwi, a diabeł z swojej strony utwierdza nas na wszelki sposób w tym dobrym o sobie mniemaniu. Otóż ostrzegam was, córki, nie polegajcie na takiej cnocie, ani nie wyobrażajcie sobie, że już istotnie znacie tę cnotę inaczej niż z imienia i że już posiadłyście ją z łaski Pana, dopóki prawdziwości jej pokusa i próba nie doświadczy. Bo może się zdarzyć, że za lada przykrym słowem, które wam ktoś powie, cierpliwość wasza opadnie na ziemię. Gdy więc częściej coś dla miłości Boga ucierpicie, wówczas dopiero dziękujcie Bogu, że zaczyna was uczyć tej cnoty i zdobywajcie się na odwagę cierpienia więcej jeszcze, bo przez udzielanie wam tej cnoty Bóg oznajmia wam wolę swoją, byście Mu się za nią wywdzięczały i zawsze, jak mówiłam, uważały ją jako rzecz w depozyt tylko wam powierzoną.

9. Inna pokusa wmawia w nas, że jesteśmy bardzo ubogie duchem i zwykłyśmy nawet mówić, że niczego nie pragniemy i o nic nam nie chodzi. Nie trafiło nam się bowiem, by nam czego brakło z rzeczy koniecznych, ale gdy przyjdzie doświadczenie, rozwiewa się wszystka cnota ubóstwa duchowego. Przez ciągłe wmawianie w siebie jakiejś cnoty nabiera się przekonania, jakoby się ją rzeczywiście posiadało. Potrzeba więc pilnego czuwania nad sobą, abyśmy poznały te pokusy tak w tych rzeczach, o których mówiłam, jak i w wielu innych. Jest bowiem rzeczą pewną i znaną, że jeśli Pan da nam rzeczywiście jedną z tych podstawowych cnót, pociągnie ona za sobą i inne cnoty. Ale przestrzegam was, że choćby się wam zdawało, że posiadacie tę cnotę, lękajcie się, byście się nie oszukały. Człowiek bowiem prawdziwie pokorny nigdy nie dowierza zupełnie swym cnotom, ale za pewniejsze i doskonalsze uważa te, które spostrzega u swych bliźnich.