Droga doskonałości - Strona 44 z 44 - Dumanie.pl - blog osobisty | o. Mariusz Wójtowicz OCD

Droga doskonałości

parallax background
fot. rtve.es

 

Rozdział XLII



Objaśnia ostatnią prośbę Modlitwy Pańskiej: “Ale nas zbaw ode złego. Amen”.

1. Sądzę, że także za sobą modlił się Pan, gdy wymawiał tę ostatnią prośbę; bo jak był znużony tym życiem, jasno to widzimy z tych słów, które w czasie Ostatniej Wieczerzy rzekł do Apostołów: “Gorąco pragnąłem spożyć tę Paschę z wami”. Jasno tymi słowy wyraził, jak gorzkim Mu było to życie. Dziś zaś, choćby kto przeżył już i sto lat, nie przykrzy mu się to wygnanie; nie tylko nie nuży go to życie, ale pragnąłby nigdy nie umierać. Prawda, że nikt na tej ziemi nie miał i nie ma życia tak ubogiego, tak pełnego boleści i cierpień, jak je miał Jezus najsłodszy. Czymże bowiem było całe Jego życie, jeśli nie ciągłym krzyżem? A nad wszystkie boleści i krzyże ten Mu był najboleśniejszy, że ustawicznie miał przed oczyma niewdzięczność naszą i te zniewagi niezliczone, jakie wyrządzamy Ojcu Jego i to mnóstwo dusz, idących na zatracenie wieczne. Jeśli myśl o tym jest męką dla każdej duszy, która ma choć nieco miłości – pomyślmy, co to było za cierpienie dla Boskiego Zbawcy, który tak bezgranicznie miłował? O, jakże słusznie mógł prosić Ojca swego, aby Go już wyrwał z tych wszystkich utrapień i boleści i dał Mu odpocząć w Jego królestwie, którego był prawdziwym dziedzicem.

2. Amen. To, jak ja rozumiem, oznacza zakończenie wszystkich próśb, dlatego Pan, mówiąc to słowo, i dla nas prosi o koniec wszystkiego złego, byśmy były od niego zachowane na zawsze. I o to również ja sama proszę Pana, by mię wybawił na zawsze od wszelkiego złego, bo nie zapominam o tym, com Mu winna i że co dzień staję się większą Jego dłużniczką. Najwięcej zaś to mnie smuci, Panie, że nie wiem na pewno, czy Cię istotnie kocham i czy Ci są przyjemne moje pragnienia. O, Panie mój, wybaw mnie już od wszystkiego złego i racz mnie zabrać tam, gdzie jest wszystko dobro! Czego możemy spodziewać się tutaj, mając niejakie poznanie marności tego świata, a przez żywą wiarę przeczucie tych rzeczy, które nam Ojciec Przedwieczny gotuje w królestwie swoim?

3. Prosić o te rzeczy, jak Syn Boży za nami prosi i nas nauczył prosić, z całym pożądaniem serca i z niezachwianym postanowieniem woli, jest to pewna rękojmia dla dusz kontemplatywnych, że Bóg sam działa w nich i że łaski, które otrzymują, są od Boga, powinny je zatem bardzo cenić. Dusza, mając już niejakie uczestnictwo oglądania choć w cząstce jakiej wielmożności Jego, pragnęłaby już oglądać je w zupełności.

Nie mam tu na myśli prośby o skrócenie cierpień, ale ponieważ tak źle żyłam, lękam się żyć dłużej i nużą mnie te ziemskie troski.

Ci, którzy choć w cząstce jakiej zakosztowali pociech Bożych, pragnęliby oglądać je już w zupełności. Pragnęliby już wyjść z tego życia, gdzie tyle różnych zawad tamuje im swobodne używanie tak wielkiego dobra. Pragną już być tam, gdzie wiecznie będzie im świeciło i nigdy nie zajdzie to Słońce Sprawiedliwości, którego tutaj, w wewnętrznej z Bogiem rozmowie, zaledwie promyczek jaki dano im na chwilę oglądać. A potem, choć w chwilowym tylko widzeniu jasności Bożej, jakże ciemne musi się im wydawać wszystko, co widzą na ziemi! Dziw doprawdy, że jeszcze wyżyć mogą! O, zaprawdę, jakże mało znajduje zadowolenia w tym życiu ten, kto już zaczął cieszyć się Bogiem i kto już ma w duszy swojej królestwo Jego. Jeśli żyje, to tylko jedynie przez posłuszeństwo dla woli swego Boskiego Króla.

4. O, jakże różne od błogosławionego życia w niebie jest to życie na ziemi, którego sam widok wzbudza pragnienie śmierci! W jakże odmiennym od woli Bożej kierunku idą tu skłonności nasze! Wola Boża żąda prawdy – wola nasza kocha się w kłamstwie; wola Boża chce, byśmy dążyli do rzeczy wiecznych – wola nasza nurza się w rzeczach znikomych; wola Boża pobudza nas do pożądań wielkich i wzniosłych – wola nasza skłania się w żądzach niskich i poziomych; wola Boża wymaga, byśmy przywiązywali się do tego, co niezmienne i nieomylne – wola nasza kocha się w tym, co niepewne i zwodnicze. Wszystko to czczość i marność, córki moje. To jedno nam pozostaje: błagać Boga, aby nas wybawił od wszystkiego złego na wieki. I choćbyśmy nie czuły w sobie tak żarliwego i doskonałego pragnienia – usiłujmy jednak odmawiać tę prośbę, jak tylko zdołamy. Czego się mamy lękać, kiedy Ten, którego prosimy, jest Wszechmogący? Lecz aby prośby nasze trafiły do celu i miały skutek niezawodny, zdajemy je na wolę Pana, tak jak na nią już zdaliśmy wolę naszą. Niechaj On nam da, co i jak, i kiedy zechce, i niech się święci na wieki Imię Jego, jako w niebie tak i na ziemi; niech też i we mnie stanie się wola Jego. Amen.

5. Widzicie więc, siostry, jak Pan ułatwił mi pracę, sam nauczając i was, i mnie, o co prosić mamy w tej modlitwie ewangelicznej. Niech będzie za to błogosławiony na wieki! Nigdy bowiem przedtem ani mi na myśl nie przyszło, by ta modlitwa zawierała w sobie takie głębokie tajemnice, by w tych niewielu krótkich jej słowach zamykała się cała droga życia duchowego, od pierwszych jej początków, aż do tego szczytu, gdzie dusza napawa się hojnie ze zdroju wody żywej, której, jak mówiłam, daje Pan kosztować u kresu tej drogi. Snadź Pan chciał nam ukazać, siostry, jaka niezmierna hojność i głębokość pociechy ukrywa się w tej Modlitwie. Prawdziwie to księga, w której każdy czytać może, chociażby liter nie znał, i kto ją dobrze zrozumie, zaczerpnie z niej wiele nauki i pociechy prawdziwej.

6. Uczmy się więc od Boskiego Mistrza tej pokory, z jaką nas uczył tej modlitwy. Proście Go za mną, by mi wybaczył, że odważyłam się mówić o tak wzniosłych rzeczach. Wie Jego Boski Majestat, że nie byłabym się na to odważyła ani nie byłabym zdolna mówić o takich rzeczach, gdyby On sam nie ukazał mi, co mam powiedzieć. Dziękujcie Mu za to, siostry, bo uczynił to dla tej wielkiej pokory waszej, z jaką prosiłyście mnie o tę książkę i chciałyście być pouczane od takiej nędznicy, jaką ja jestem.

7. Jeśli wspomniany teolog, O. Dominik Bańez, mój spowiednik, który najpierw przejrzy tę książkę, uzna ją za odpowiednią dla was i czytać ją wam pozwoli – będę się cieszyła z waszej radości. Jeśli nie, poprzestańcie na dobrej woli mojej, że chciałam być posłuszną rozkazaniu waszemu. Dla mnie to samo już dostateczną będzie zapłatą za pracę, którą miałam z tym pisaniem, bo w obmyślaniu tego, co miałam pisać, żadnej nie miałam pracy.

Niech będzie błogosławiony i uwielbiony Pan, od którego pochodzi wszystko, cokolwiek w myślach, mowach i uczynkach naszych jest dobrego. Amen.

 

Rozdział XLII



Objaśnia ostatnią prośbę Modlitwy Pańskiej: “Ale nas zbaw ode złego. Amen”.

1. Sądzę, że także za sobą modlił się Pan, gdy wymawiał tę ostatnią prośbę; bo jak był znużony tym życiem, jasno to widzimy z tych słów, które w czasie Ostatniej Wieczerzy rzekł do Apostołów: “Gorąco pragnąłem spożyć tę Paschę z wami”. Jasno tymi słowy wyraził, jak gorzkim Mu było to życie. Dziś zaś, choćby kto przeżył już i sto lat, nie przykrzy mu się to wygnanie; nie tylko nie nuży go to życie, ale pragnąłby nigdy nie umierać. Prawda, że nikt na tej ziemi nie miał i nie ma życia tak ubogiego, tak pełnego boleści i cierpień, jak je miał Jezus najsłodszy. Czymże bowiem było całe Jego życie, jeśli nie ciągłym krzyżem? A nad wszystkie boleści i krzyże ten Mu był najboleśniejszy, że ustawicznie miał przed oczyma niewdzięczność naszą i te zniewagi niezliczone, jakie wyrządzamy Ojcu Jego i to mnóstwo dusz, idących na zatracenie wieczne. Jeśli myśl o tym jest męką dla każdej duszy, która ma choć nieco miłości – pomyślmy, co to było za cierpienie dla Boskiego Zbawcy, który tak bezgranicznie miłował? O, jakże słusznie mógł prosić Ojca swego, aby Go już wyrwał z tych wszystkich utrapień i boleści i dał Mu odpocząć w Jego królestwie, którego był prawdziwym dziedzicem.

2. Amen. To, jak ja rozumiem, oznacza zakończenie wszystkich próśb, dlatego Pan, mówiąc to słowo, i dla nas prosi o koniec wszystkiego złego, byśmy były od niego zachowane na zawsze. I o to również ja sama proszę Pana, by mię wybawił na zawsze od wszelkiego złego, bo nie zapominam o tym, com Mu winna i że co dzień staję się większą Jego dłużniczką. Najwięcej zaś to mnie smuci, Panie, że nie wiem na pewno, czy Cię istotnie kocham i czy Ci są przyjemne moje pragnienia. O, Panie mój, wybaw mnie już od wszystkiego złego i racz mnie zabrać tam, gdzie jest wszystko dobro! Czego możemy spodziewać się tutaj, mając niejakie poznanie marności tego świata, a przez żywą wiarę przeczucie tych rzeczy, które nam Ojciec Przedwieczny gotuje w królestwie swoim?

3. Prosić o te rzeczy, jak Syn Boży za nami prosi i nas nauczył prosić, z całym pożądaniem serca i z niezachwianym postanowieniem woli, jest to pewna rękojmia dla dusz kontemplatywnych, że Bóg sam działa w nich i że łaski, które otrzymują, są od Boga, powinny je zatem bardzo cenić. Dusza, mając już niejakie uczestnictwo oglądania choć w cząstce jakiej wielmożności Jego, pragnęłaby już oglądać je w zupełności.

Nie mam tu na myśli prośby o skrócenie cierpień, ale ponieważ tak źle żyłam, lękam się żyć dłużej i nużą mnie te ziemskie troski.

Ci, którzy choć w cząstce jakiej zakosztowali pociech Bożych, pragnęliby oglądać je już w zupełności. Pragnęliby już wyjść z tego życia, gdzie tyle różnych zawad tamuje im swobodne używanie tak wielkiego dobra. Pragną już być tam, gdzie wiecznie będzie im świeciło i nigdy nie zajdzie to Słońce Sprawiedliwości, którego tutaj, w wewnętrznej z Bogiem rozmowie, zaledwie promyczek jaki dano im na chwilę oglądać. A potem, choć w chwilowym tylko widzeniu jasności Bożej, jakże ciemne musi się im wydawać wszystko, co widzą na ziemi! Dziw doprawdy, że jeszcze wyżyć mogą! O, zaprawdę, jakże mało znajduje zadowolenia w tym życiu ten, kto już zaczął cieszyć się Bogiem i kto już ma w duszy swojej królestwo Jego. Jeśli żyje, to tylko jedynie przez posłuszeństwo dla woli swego Boskiego Króla.

4. O, jakże różne od błogosławionego życia w niebie jest to życie na ziemi, którego sam widok wzbudza pragnienie śmierci! W jakże odmiennym od woli Bożej kierunku idą tu skłonności nasze! Wola Boża żąda prawdy – wola nasza kocha się w kłamstwie; wola Boża chce, byśmy dążyli do rzeczy wiecznych – wola nasza nurza się w rzeczach znikomych; wola Boża pobudza nas do pożądań wielkich i wzniosłych – wola nasza skłania się w żądzach niskich i poziomych; wola Boża wymaga, byśmy przywiązywali się do tego, co niezmienne i nieomylne – wola nasza kocha się w tym, co niepewne i zwodnicze. Wszystko to czczość i marność, córki moje. To jedno nam pozostaje: błagać Boga, aby nas wybawił od wszystkiego złego na wieki. I choćbyśmy nie czuły w sobie tak żarliwego i doskonałego pragnienia – usiłujmy jednak odmawiać tę prośbę, jak tylko zdołamy. Czego się mamy lękać, kiedy Ten, którego prosimy, jest Wszechmogący? Lecz aby prośby nasze trafiły do celu i miały skutek niezawodny, zdajemy je na wolę Pana, tak jak na nią już zdaliśmy wolę naszą. Niechaj On nam da, co i jak, i kiedy zechce, i niech się święci na wieki Imię Jego, jako w niebie tak i na ziemi; niech też i we mnie stanie się wola Jego. Amen.

5. Widzicie więc, siostry, jak Pan ułatwił mi pracę, sam nauczając i was, i mnie, o co prosić mamy w tej modlitwie ewangelicznej. Niech będzie za to błogosławiony na wieki! Nigdy bowiem przedtem ani mi na myśl nie przyszło, by ta modlitwa zawierała w sobie takie głębokie tajemnice, by w tych niewielu krótkich jej słowach zamykała się cała droga życia duchowego, od pierwszych jej początków, aż do tego szczytu, gdzie dusza napawa się hojnie ze zdroju wody żywej, której, jak mówiłam, daje Pan kosztować u kresu tej drogi. Snadź Pan chciał nam ukazać, siostry, jaka niezmierna hojność i głębokość pociechy ukrywa się w tej Modlitwie. Prawdziwie to księga, w której każdy czytać może, chociażby liter nie znał, i kto ją dobrze zrozumie, zaczerpnie z niej wiele nauki i pociechy prawdziwej.

6. Uczmy się więc od Boskiego Mistrza tej pokory, z jaką nas uczył tej modlitwy. Proście Go za mną, by mi wybaczył, że odważyłam się mówić o tak wzniosłych rzeczach. Wie Jego Boski Majestat, że nie byłabym się na to odważyła ani nie byłabym zdolna mówić o takich rzeczach, gdyby On sam nie ukazał mi, co mam powiedzieć. Dziękujcie Mu za to, siostry, bo uczynił to dla tej wielkiej pokory waszej, z jaką prosiłyście mnie o tę książkę i chciałyście być pouczane od takiej nędznicy, jaką ja jestem.

7. Jeśli wspomniany teolog, O. Dominik Bańez, mój spowiednik, który najpierw przejrzy tę książkę, uzna ją za odpowiednią dla was i czytać ją wam pozwoli – będę się cieszyła z waszej radości. Jeśli nie, poprzestańcie na dobrej woli mojej, że chciałam być posłuszną rozkazaniu waszemu. Dla mnie to samo już dostateczną będzie zapłatą za pracę, którą miałam z tym pisaniem, bo w obmyślaniu tego, co miałam pisać, żadnej nie miałam pracy.

Niech będzie błogosławiony i uwielbiony Pan, od którego pochodzi wszystko, cokolwiek w myślach, mowach i uczynkach naszych jest dobrego. Amen.