Pieśń duchowa - Strona 17 z 42 - Dumanie.pl - blog osobisty | o. Mariusz Wójtowicz OCD

Pieśń duchowa

 

STROFA XIII



WPROWADZENIE DO NASTĘPNEJ STROFY

1. Przyczyną tego wielkiego cierpienia duszy za Bogiem jest w tym czasie to, że im bardziej zbliża się do Boga, tym większy czuje w sobie brak Boga, tym gęstsze mroki i tym większy ogień duchowy, który ją osusza i oczyszcza, aby tak oczyszczona mogła się złączyć całkowicie z Bogiem. Gdy bowiem Bóg nie wlewa w nią z siebie żadnego promienia nadprzyrodzonego światła, staje się On dla niej nieprzebytymi ciemnościami, mimo że według ducha do niej się przybliża. Światło bowiem nadprzyrodzone swym nadmiarem zaciemnia światło przyrodzone. Tłumaczy to wszystko Dawid w słowach: “Obłok i mgła wokoło Niego… Ogień pójdzie przed Nim” (Ps 96, 2). I w innym psalmie: “Uczynił ciemność kryjówką swoją, wokoło Niego namiot Jego; ciemna woda w obłokach powietrznych. Przed blaskiem w oczach Jego rozeszły się obłoki, grad i węgle ogniste” (Ps 17, 12-13). Znaczy to, że gdy dusza dążąca do Boga bardziej się zbliża do Niego, odczuwa w sobie to wszystko, co wyżej powiedziano, dopóki Bóg nie wprowadzi jej w boską światłość swoją przez przeobrażenie w miłości. Zanim to nastąpi dusza pozostaje zawsze w tym stanie, wołając jak Job: “Kto by mi dał, abym poznał i znalazł Go i doszedł aż do stolicy Jego!” (23, 3). Pan Bóg dla swej nieskończonej łaskawości udziela pociech i darów według stopnia ciemności i ogołocenia duszy, ponieważ: Sicut tenebrae ejus, ita et lumen ejus; “Jako ciemność jej, tak i światłość Jego” (Ps 138, 12). Podnosząc jednak duszę i obdarzając ją chwałą równocześnie upokarza ją i dręczy. W ten sposób zsyła wśród jej udręczeń pewne promienie swej boskości z taką chwałą i potęgą miłości, że ją wszystką porusza i całą jej naturą wstrząsa. Dzieje się to w takim stopniu, że z lękiem i strachem swej natury mówi do Umiłowanego początek następnej strofy, którą kończy sam Umiłowany.

Odwróć się, Miły,
Wychodzę z mego istnienia!

OBLUBIENIEC

Zawróć, gołąbko,
Bo jeleń zraniony
Na wzgórzu wyłania się z cienia
Na powiew twego lotu, szuka orzeźwienia.

OBJAŚNIENIE

2. W odpowiedzi na te wielkie pragnienia i żarliwość miłości, jakie dusza okazała w poprzednich strofach, zwykł nawiedzać Umiłowany swą oblubienicę czystą i delikatną, czule i z wielką siłą miłości. Zwykle bowiem wielkiej żarliwości i udrękom miłości, jakie przeżyła dusza, odpowiadają wielkie łaski i nawiedzenia Boże. Gdy teraz dusza z takimi udrękami pragnęła ujrzeć boskie oczy, jak to wyraziła w poprzedniej strofie, odsłania jej Umiłowany, jak tego pragnęła, kilka promieni swej wielkości i bóstwa. Są one tak niezmiernie wzniosłe i z tak niezmierną udzielane mocą, że sprawiają wejście duszy w zachwyt i ekstazę, co początkowo powoduje wielki wstrząs i lęk przyrodzony. A nie mogąc znieść nadmiaru w podmiocie tak słabym, błaga dusza w tej strofie:

Odwróć się, Miły,

to znaczy: Twe oczy boskie, gdyż one sprawiają, że wychodząc z siebie ulatuję w wysoką kontemplację, ponad to, co może znieść natura. A mówi to dlatego, iż zdaje się jej, że uleciała już z ciata, czego tak gorąco pragnęła. I prosi Go, by odwrócił swe oczy, tj. by zaprzestał udzielać jej tych wzniosłych darów w ciele, w którym nie może ich znieść i radować się nimi, jak by chciała. Prosi, by jej udzielał ich w locie, który zacznie poza ciałem. Lecz Umiłowany zatrzymał ją w tym locie i pragnieniu mówiąc: Zawróć, gołąbko, gdyż udzielanie, które teraz ode mnie otrzymujesz, nie jest jeszcze z tego stanu chwały, którego ty obecnie pragniesz. Lecz zwróć się do mnie, gdyż jestem tym, którego szukasz zraniona miłością, ukażę ci się w wysokiej kontemplacji i w twej miłości znajdę wytchnienie i odświeżenie. Mówi zatem dusza do Oblubieńca: Odwróć się. Miły!

3. Jak już powiedzieliśmy, dusza w odpowiedzi na swe gorące pragnienia tych oczu boskich, czyli boskości, otrzymała w swej głębi tak wielkie udzielanie się i poznanie Boga, że musi wołać: Odwróć się, Miły!

Taka bowiem jest nędza przyrodzona tego życia, że gdy się duszy udziela to, co jest dla niej właściwym życiem i czego tak gorąco pragnie, to jest jasne poznanie i oddanie się jej Umiłowanego, nie może tego znieść bez utraty życia. I gdy się jej ukazują te oczy, których z taką usilnością i udrękami po wielu drogach szukała, nie mogąc tego znieść, mówi: Odwróć się, Miły!

4. Niekiedy odczuwa dusza taką męczarnię wśród podobnych nawiedzających ją zachwyceń, że nie ma większej męczarni, która by tak wyłamywała kości i uciskała naturę. I gdyby jej Bóg nie podtrzymywał, nie mogłaby dłużej zostać przy życiu. Duszy bowiem, która to przeżywa, wydaje się rzeczywiście, że już opuszcza ciało i z nim się rozłącza. A jest tak dlatego, że podobnych darów nie można otrzymywać będąc w ciele, gdyż dusza porwana do obcowania z przychodzącym do niej Duchem Bożym, z konieczności musi w pewnej mierze opuścić ciało. Stąd cierpi ciało, a następnie i dusza z powodu jedności podmiotu. Z powodu wielkiej męczarni w tych nawiedzeniach i strachu, jaki odczuwa, widząc się prowadzoną drogą nadprzyrodzoną, dusza prosi: Odwróć się, Miły!

5. Nie należy jednak rozumieć, że dusza mówiąc: Odwróć się, chce rzeczywiście, by się odwrócił, ponieważ jest to okrzyk podyktowany obawą naturalną. W rzeczywistości bowiem, chociażby dusza jeszcze więcej miała cierpieć, nie chciałaby być pozbawiona tych nawiedzeń i łask Umiłowanego. Natura jej cierpi, ale duch wzlata do nadprzyrodzonego skupienia, aby się radować duchem Umiłowanego, o co przedtem prosiła z takim upragnieniem. Chciałaby tylko odczuwać te rzeczy nie w ciele, w którym tylko odrobinę może ich zakosztować, i to z udręką, lecz we wzlocie ducha poza ciało, gdzie do woli się raduje. I dlatego prosi Umiłowanego: Odwróć się, Miły! tj. nie chciej ukazywać mi ich w ciele.

Wychodzę z mego istnienia.

6. Innymi słowy, bo ulatuję z mojego ciała, abyś mi ich udzielał poza nim i one są przyczyną, dla której zeń ulatuję.

Dla lepszego zrozumienia, na czym polega ten lot, należy zaznaczyć, że – jak to powiedzieliśmy – w tym nawiedzeniu Ducha Bożego dusza zostaje gwałtownie porwana do obcowania z Duchem, niszczeje ciało, przestaje czuć w nim i spełniać przez nie swoje czynności, ponieważ pełni je w Bogu. Dlatego też św. Paweł mówił, iż nie wiedział, czy był w ciele czy poza ciałem w podobnym porwaniu (2 Kor 12, 2).

Nie należy jednak sądzić, że dusza opuszcza ciało i pozbawia je życia naturalnego, lecz tylko że nie ma w nim swego działania. Toteż w czasie tych zachwyceń i wzlotów ciało jest bez czucia i nie czuje, choćby się mu zadawało największe tortury. Nie jest to bowiem stan podobny do znieczuleń i odrętwień naturalnych, w których pod wpływem bólu wraca się do czucia.

Te uczucia owych nawiedzeń zdarzają się u tych, którzy jeszcze nie doszli do stanu doskonałości, lecz są na drodze postępujących. Doskonali bowiem przeżywają te nawiedzenia i udzielanie się im Boga w głębokim spokoju i słodyczy miłości. Są oni wolni od tych zachwytów, które są drogą i przygotowaniem do przyjęcia pełności darów Bożych.

7. Na tym miejscu należałoby omówić różnice zachwyceń, ekstaz oraz innych porywów i subtelnych wzlotów ducha, jakie zdarzają się u dusz oddanych życiu wewnętrznemu. Ponieważ jednak moim celem jest tylko krótkie objaśnienie strof, jak to zaznaczyłem na wstępie, pozostawiam je więc komu innemu, który może lepiej będzie mógł to uczynić ode mnie. Czynię to również dlatego, że błogosławiona nasza Matka Teresa od Jezusa, zostawiła o tych sprawach ducha znakomite pisma, a które, jak ufam w Bogu, wkrótce ukażą się w druku. Nawiązując do przedmiotu, dusza – mówiąc tutaj o locie – wyraża porwanie i zachwycenie ducha w Bogu. Zwraca się zaraz do niej Umiłowany:

Zawróć, gołąbko.

8. Szczęśliwa dusza ulatywała z ciała w tym locie duchowym, myśląc, że się skończyło jej życie ziemskie i że będzie już mogła radować się Oblubieńcom na wieki i pozostawać z Nim bez zasłony. Oblubieniec jednak zatrzymuje ją w drodze, mówiąc: Zawróć, gołąbko w podniebnym i lekkim locie, do którego się wznosisz przez kontemplację, przez miłość, jaką płoniesz i przez swą prostotę, z jaką postępujesz (te trzy cechy bowiem ma gołąbka); zawróć ten lot wysoki, którym pragniesz się wznieść do posiadania mnie całkowicie, gdyż nie czas jeszcze na tak wysokie poznanie. Zawróć więc i dostosuj się do niższego, jakiego ci obecnie w uniesieniu twoim udzielam,

Bo jeleń zraniony.

9. Przyrównuje się Oblubieniec do jelenia, ponieważ przez jelenia rozumie tu siebie samego. Jeleń chroni się chętnie na samotne wyżyny, a gdy jest zraniony, biegnie szybko szukać orzeźwienia w zimnych wodach. Również gdy słyszy swą towarzyszkę wydającą jęki bólu i widzi, że jest zraniona, biegnie do niej, by ją pocieszyć i wyrazić oznaki przywiązania. Tak również czyni to Oblubieniec. Widok oblubienicy zranionej miłością, jej jęki ranią miłością także i Jego, gdyż dla miłujących się rana jednego jest raną drugiego i obydwoje odczuwają to samo. Mówi więc do niej: Wróć się oblubienico moja do mnie, bo jeśli ty jesteś zraniona moją miłością, ja również zraniony twa raną jak jeleń przychodzę do ciebie, bo jestem podobny do jelenia. I także na wzgórzu się pojawiając, mówi:

Na wzgórzu wyłania się z cienia

10. czyli na wyżynach kontemplacji, na które się wzbiłaś w tym locie. Kontemplacja bowiem jest jak wzgórze wyniosłe, gdzie Bóg zaczyna się ukazywać i udzielać duszy już w tym życiu, lecz jeszcze nie całkowicie. Dlatego nie mówi tu, że się ukazał, lecz że się wyłania z cienia, nawet najwyższe bowiem poznania Boga, jakie dusza może otrzymać w tym życiu, są to jakby bardzo dalekie zjawy. Trzecią właściwość jelenia, o której mówiliśmy, wyraża wiersz następny:

Na powiew twego lotu, szuka orzeźwienia.

11. Przez lot była wyrażona kontemplacja duszy w tym zachwyceniu, przez powiew zaś wyraża ducha miłości, którego ten lot kontemplacji sprawia w duszy. I bardzo trafnie określona jest tu miłość słowem powiew. Sam bowiem Duch Święty, który jest miłością, przyrównany jest w Piśmie świętym do powiewu, jest bowiem tchnieniem i mądrością Ojca i Syna. I jak tam jest powiewem lotu, tzn. pochodzi i jest tchniony z kontemplacji Ojca i Syna, tak i tu nazywa Oblubieniec miłość duszy powiewem, ponieważ rodzi się z kontemplacji i poznania Boga, jakie dusza otrzymuje.

I należy zwrócić uwagę, że Oblubieniec nie mówi, iż przychodzi zwabiony lotem, lecz powiewem lotu. Właściwie bowiem Bóg nie udziela się duszy przez jej lot, tj. przez poznawanie Go, lecz przez miłość rodzącą się z tego poznania. Bo jak miłość łączy Ojca z Synem, tak również łączy dusze z Bogiem. I choćby dusza wzniosła się do najwyższego poznania Boga, do kontemplacji i odkrycia wszystkich tajemnic, jeśli “nie ma miłości, nic jej to nie pomoże” do zjednoczenia z Bogiem, jak mówi św. Paweł (1 Kor 13, 3). Mówi bowiem tenże Apostoł: Charitatem habete, quod est vinculum perfectionis; “A ponad to wszystko miejcie miłość, która jest węzłem doskonałości” (Kol 3,14). Tak gorąca miłość duszy sprawia, że Oblubieniec biegnie pić z tego źródła miłości swej oblubienicy, podobnie jak jeleń spragniony i zraniony biegnie do zimnych wód dla ochłody. I dlatego mówi dalej: szuka orzeźwienia.

12. Jak bowiem chłodny powiew orzeźwia zmęczonego upałem, tak powiew miłości przynosi ulgę i orzeźwienie trawionemu ogniem miłości. Ogień miłości ma tę właściwość, że powiew, z którego czerpie ochłodę i odświeżenie, jest jeszcze większym ogniem miłości.

U kochającego miłość jest jak płomień ognia, który płonie pragnąc płonąć jeszcze więcej. Dlatego Oblubieniec, spełniając swe pragnienie, by płonąć coraz bardziej w ogniu miłości swej oblubienicy, które jest powiewem jej lotu, nazywa to szukaniem orzeźwienia. I mówi niejako: W ogniu twego powiewu płonę coraz bardziej, gdyż jedna miłość rozpala druga.

Należy zaznaczyć, że Bóg wlewa do duszy swe łaski i miłość według usposobienia jej woli i stopnia miłości. Dlatego prawdziwie kochający powinien się starać, by mu tego nie zabrakło, gdyż tymi środkami może ująć Boga, jeśli się tak można wyrazić, by więcej miłował i większe znajdował wytchnienie w jego duszy.

Aby potęgować wciąż tę miłość, należy spełniać wskazania Apostoła, jakie on daje dla tej cnoty: “Miłość nie łaknie czci, nie szuka swego, nie wpada w gniew, nie pamięta urazy, nie cieszy się z niesprawiedliwości, ale współweseli się z prawdy. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy (w co powinno się wierzyć), we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko wytrzymuje” (co trzeba znieść dla miłości) (1 Kor 13, 4-7).

 

STROFA XIII



WPROWADZENIE DO NASTĘPNEJ STROFY

1. Przyczyną tego wielkiego cierpienia duszy za Bogiem jest w tym czasie to, że im bardziej zbliża się do Boga, tym większy czuje w sobie brak Boga, tym gęstsze mroki i tym większy ogień duchowy, który ją osusza i oczyszcza, aby tak oczyszczona mogła się złączyć całkowicie z Bogiem. Gdy bowiem Bóg nie wlewa w nią z siebie żadnego promienia nadprzyrodzonego światła, staje się On dla niej nieprzebytymi ciemnościami, mimo że według ducha do niej się przybliża. Światło bowiem nadprzyrodzone swym nadmiarem zaciemnia światło przyrodzone. Tłumaczy to wszystko Dawid w słowach: “Obłok i mgła wokoło Niego… Ogień pójdzie przed Nim” (Ps 96, 2). I w innym psalmie: “Uczynił ciemność kryjówką swoją, wokoło Niego namiot Jego; ciemna woda w obłokach powietrznych. Przed blaskiem w oczach Jego rozeszły się obłoki, grad i węgle ogniste” (Ps 17, 12-13). Znaczy to, że gdy dusza dążąca do Boga bardziej się zbliża do Niego, odczuwa w sobie to wszystko, co wyżej powiedziano, dopóki Bóg nie wprowadzi jej w boską światłość swoją przez przeobrażenie w miłości. Zanim to nastąpi dusza pozostaje zawsze w tym stanie, wołając jak Job: “Kto by mi dał, abym poznał i znalazł Go i doszedł aż do stolicy Jego!” (23, 3). Pan Bóg dla swej nieskończonej łaskawości udziela pociech i darów według stopnia ciemności i ogołocenia duszy, ponieważ: Sicut tenebrae ejus, ita et lumen ejus; “Jako ciemność jej, tak i światłość Jego” (Ps 138, 12). Podnosząc jednak duszę i obdarzając ją chwałą równocześnie upokarza ją i dręczy. W ten sposób zsyła wśród jej udręczeń pewne promienie swej boskości z taką chwałą i potęgą miłości, że ją wszystką porusza i całą jej naturą wstrząsa. Dzieje się to w takim stopniu, że z lękiem i strachem swej natury mówi do Umiłowanego początek następnej strofy, którą kończy sam Umiłowany.

Odwróć się, Miły,
Wychodzę z mego istnienia!

OBLUBIENIEC

Zawróć, gołąbko,
Bo jeleń zraniony
Na wzgórzu wyłania się z cienia
Na powiew twego lotu, szuka orzeźwienia.

OBJAŚNIENIE

2. W odpowiedzi na te wielkie pragnienia i żarliwość miłości, jakie dusza okazała w poprzednich strofach, zwykł nawiedzać Umiłowany swą oblubienicę czystą i delikatną, czule i z wielką siłą miłości. Zwykle bowiem wielkiej żarliwości i udrękom miłości, jakie przeżyła dusza, odpowiadają wielkie łaski i nawiedzenia Boże. Gdy teraz dusza z takimi udrękami pragnęła ujrzeć boskie oczy, jak to wyraziła w poprzedniej strofie, odsłania jej Umiłowany, jak tego pragnęła, kilka promieni swej wielkości i bóstwa. Są one tak niezmiernie wzniosłe i z tak niezmierną udzielane mocą, że sprawiają wejście duszy w zachwyt i ekstazę, co początkowo powoduje wielki wstrząs i lęk przyrodzony. A nie mogąc znieść nadmiaru w podmiocie tak słabym, błaga dusza w tej strofie:

Odwróć się, Miły,

to znaczy: Twe oczy boskie, gdyż one sprawiają, że wychodząc z siebie ulatuję w wysoką kontemplację, ponad to, co może znieść natura. A mówi to dlatego, iż zdaje się jej, że uleciała już z ciata, czego tak gorąco pragnęła. I prosi Go, by odwrócił swe oczy, tj. by zaprzestał udzielać jej tych wzniosłych darów w ciele, w którym nie może ich znieść i radować się nimi, jak by chciała. Prosi, by jej udzielał ich w locie, który zacznie poza ciałem. Lecz Umiłowany zatrzymał ją w tym locie i pragnieniu mówiąc: Zawróć, gołąbko, gdyż udzielanie, które teraz ode mnie otrzymujesz, nie jest jeszcze z tego stanu chwały, którego ty obecnie pragniesz. Lecz zwróć się do mnie, gdyż jestem tym, którego szukasz zraniona miłością, ukażę ci się w wysokiej kontemplacji i w twej miłości znajdę wytchnienie i odświeżenie. Mówi zatem dusza do Oblubieńca: Odwróć się. Miły!

3. Jak już powiedzieliśmy, dusza w odpowiedzi na swe gorące pragnienia tych oczu boskich, czyli boskości, otrzymała w swej głębi tak wielkie udzielanie się i poznanie Boga, że musi wołać: Odwróć się, Miły!

Taka bowiem jest nędza przyrodzona tego życia, że gdy się duszy udziela to, co jest dla niej właściwym życiem i czego tak gorąco pragnie, to jest jasne poznanie i oddanie się jej Umiłowanego, nie może tego znieść bez utraty życia. I gdy się jej ukazują te oczy, których z taką usilnością i udrękami po wielu drogach szukała, nie mogąc tego znieść, mówi: Odwróć się, Miły!

4. Niekiedy odczuwa dusza taką męczarnię wśród podobnych nawiedzających ją zachwyceń, że nie ma większej męczarni, która by tak wyłamywała kości i uciskała naturę. I gdyby jej Bóg nie podtrzymywał, nie mogłaby dłużej zostać przy życiu. Duszy bowiem, która to przeżywa, wydaje się rzeczywiście, że już opuszcza ciało i z nim się rozłącza. A jest tak dlatego, że podobnych darów nie można otrzymywać będąc w ciele, gdyż dusza porwana do obcowania z przychodzącym do niej Duchem Bożym, z konieczności musi w pewnej mierze opuścić ciało. Stąd cierpi ciało, a następnie i dusza z powodu jedności podmiotu. Z powodu wielkiej męczarni w tych nawiedzeniach i strachu, jaki odczuwa, widząc się prowadzoną drogą nadprzyrodzoną, dusza prosi: Odwróć się, Miły!

5. Nie należy jednak rozumieć, że dusza mówiąc: Odwróć się, chce rzeczywiście, by się odwrócił, ponieważ jest to okrzyk podyktowany obawą naturalną. W rzeczywistości bowiem, chociażby dusza jeszcze więcej miała cierpieć, nie chciałaby być pozbawiona tych nawiedzeń i łask Umiłowanego. Natura jej cierpi, ale duch wzlata do nadprzyrodzonego skupienia, aby się radować duchem Umiłowanego, o co przedtem prosiła z takim upragnieniem. Chciałaby tylko odczuwać te rzeczy nie w ciele, w którym tylko odrobinę może ich zakosztować, i to z udręką, lecz we wzlocie ducha poza ciało, gdzie do woli się raduje. I dlatego prosi Umiłowanego: Odwróć się, Miły! tj. nie chciej ukazywać mi ich w ciele.

Wychodzę z mego istnienia.

6. Innymi słowy, bo ulatuję z mojego ciała, abyś mi ich udzielał poza nim i one są przyczyną, dla której zeń ulatuję.

Dla lepszego zrozumienia, na czym polega ten lot, należy zaznaczyć, że – jak to powiedzieliśmy – w tym nawiedzeniu Ducha Bożego dusza zostaje gwałtownie porwana do obcowania z Duchem, niszczeje ciało, przestaje czuć w nim i spełniać przez nie swoje czynności, ponieważ pełni je w Bogu. Dlatego też św. Paweł mówił, iż nie wiedział, czy był w ciele czy poza ciałem w podobnym porwaniu (2 Kor 12, 2).

Nie należy jednak sądzić, że dusza opuszcza ciało i pozbawia je życia naturalnego, lecz tylko że nie ma w nim swego działania. Toteż w czasie tych zachwyceń i wzlotów ciało jest bez czucia i nie czuje, choćby się mu zadawało największe tortury. Nie jest to bowiem stan podobny do znieczuleń i odrętwień naturalnych, w których pod wpływem bólu wraca się do czucia.

Te uczucia owych nawiedzeń zdarzają się u tych, którzy jeszcze nie doszli do stanu doskonałości, lecz są na drodze postępujących. Doskonali bowiem przeżywają te nawiedzenia i udzielanie się im Boga w głębokim spokoju i słodyczy miłości. Są oni wolni od tych zachwytów, które są drogą i przygotowaniem do przyjęcia pełności darów Bożych.

7. Na tym miejscu należałoby omówić różnice zachwyceń, ekstaz oraz innych porywów i subtelnych wzlotów ducha, jakie zdarzają się u dusz oddanych życiu wewnętrznemu. Ponieważ jednak moim celem jest tylko krótkie objaśnienie strof, jak to zaznaczyłem na wstępie, pozostawiam je więc komu innemu, który może lepiej będzie mógł to uczynić ode mnie. Czynię to również dlatego, że błogosławiona nasza Matka Teresa od Jezusa, zostawiła o tych sprawach ducha znakomite pisma, a które, jak ufam w Bogu, wkrótce ukażą się w druku. Nawiązując do przedmiotu, dusza – mówiąc tutaj o locie – wyraża porwanie i zachwycenie ducha w Bogu. Zwraca się zaraz do niej Umiłowany:

Zawróć, gołąbko.

8. Szczęśliwa dusza ulatywała z ciała w tym locie duchowym, myśląc, że się skończyło jej życie ziemskie i że będzie już mogła radować się Oblubieńcom na wieki i pozostawać z Nim bez zasłony. Oblubieniec jednak zatrzymuje ją w drodze, mówiąc: Zawróć, gołąbko w podniebnym i lekkim locie, do którego się wznosisz przez kontemplację, przez miłość, jaką płoniesz i przez swą prostotę, z jaką postępujesz (te trzy cechy bowiem ma gołąbka); zawróć ten lot wysoki, którym pragniesz się wznieść do posiadania mnie całkowicie, gdyż nie czas jeszcze na tak wysokie poznanie. Zawróć więc i dostosuj się do niższego, jakiego ci obecnie w uniesieniu twoim udzielam,

Bo jeleń zraniony.

9. Przyrównuje się Oblubieniec do jelenia, ponieważ przez jelenia rozumie tu siebie samego. Jeleń chroni się chętnie na samotne wyżyny, a gdy jest zraniony, biegnie szybko szukać orzeźwienia w zimnych wodach. Również gdy słyszy swą towarzyszkę wydającą jęki bólu i widzi, że jest zraniona, biegnie do niej, by ją pocieszyć i wyrazić oznaki przywiązania. Tak również czyni to Oblubieniec. Widok oblubienicy zranionej miłością, jej jęki ranią miłością także i Jego, gdyż dla miłujących się rana jednego jest raną drugiego i obydwoje odczuwają to samo. Mówi więc do niej: Wróć się oblubienico moja do mnie, bo jeśli ty jesteś zraniona moją miłością, ja również zraniony twa raną jak jeleń przychodzę do ciebie, bo jestem podobny do jelenia. I także na wzgórzu się pojawiając, mówi:

Na wzgórzu wyłania się z cienia

10. czyli na wyżynach kontemplacji, na które się wzbiłaś w tym locie. Kontemplacja bowiem jest jak wzgórze wyniosłe, gdzie Bóg zaczyna się ukazywać i udzielać duszy już w tym życiu, lecz jeszcze nie całkowicie. Dlatego nie mówi tu, że się ukazał, lecz że się wyłania z cienia, nawet najwyższe bowiem poznania Boga, jakie dusza może otrzymać w tym życiu, są to jakby bardzo dalekie zjawy. Trzecią właściwość jelenia, o której mówiliśmy, wyraża wiersz następny:

Na powiew twego lotu, szuka orzeźwienia.

11. Przez lot była wyrażona kontemplacja duszy w tym zachwyceniu, przez powiew zaś wyraża ducha miłości, którego ten lot kontemplacji sprawia w duszy. I bardzo trafnie określona jest tu miłość słowem powiew. Sam bowiem Duch Święty, który jest miłością, przyrównany jest w Piśmie świętym do powiewu, jest bowiem tchnieniem i mądrością Ojca i Syna. I jak tam jest powiewem lotu, tzn. pochodzi i jest tchniony z kontemplacji Ojca i Syna, tak i tu nazywa Oblubieniec miłość duszy powiewem, ponieważ rodzi się z kontemplacji i poznania Boga, jakie dusza otrzymuje.

I należy zwrócić uwagę, że Oblubieniec nie mówi, iż przychodzi zwabiony lotem, lecz powiewem lotu. Właściwie bowiem Bóg nie udziela się duszy przez jej lot, tj. przez poznawanie Go, lecz przez miłość rodzącą się z tego poznania. Bo jak miłość łączy Ojca z Synem, tak również łączy dusze z Bogiem. I choćby dusza wzniosła się do najwyższego poznania Boga, do kontemplacji i odkrycia wszystkich tajemnic, jeśli “nie ma miłości, nic jej to nie pomoże” do zjednoczenia z Bogiem, jak mówi św. Paweł (1 Kor 13, 3). Mówi bowiem tenże Apostoł: Charitatem habete, quod est vinculum perfectionis; “A ponad to wszystko miejcie miłość, która jest węzłem doskonałości” (Kol 3,14). Tak gorąca miłość duszy sprawia, że Oblubieniec biegnie pić z tego źródła miłości swej oblubienicy, podobnie jak jeleń spragniony i zraniony biegnie do zimnych wód dla ochłody. I dlatego mówi dalej: szuka orzeźwienia.

12. Jak bowiem chłodny powiew orzeźwia zmęczonego upałem, tak powiew miłości przynosi ulgę i orzeźwienie trawionemu ogniem miłości. Ogień miłości ma tę właściwość, że powiew, z którego czerpie ochłodę i odświeżenie, jest jeszcze większym ogniem miłości.

U kochającego miłość jest jak płomień ognia, który płonie pragnąc płonąć jeszcze więcej. Dlatego Oblubieniec, spełniając swe pragnienie, by płonąć coraz bardziej w ogniu miłości swej oblubienicy, które jest powiewem jej lotu, nazywa to szukaniem orzeźwienia. I mówi niejako: W ogniu twego powiewu płonę coraz bardziej, gdyż jedna miłość rozpala druga.

Należy zaznaczyć, że Bóg wlewa do duszy swe łaski i miłość według usposobienia jej woli i stopnia miłości. Dlatego prawdziwie kochający powinien się starać, by mu tego nie zabrakło, gdyż tymi środkami może ująć Boga, jeśli się tak można wyrazić, by więcej miłował i większe znajdował wytchnienie w jego duszy.

Aby potęgować wciąż tę miłość, należy spełniać wskazania Apostoła, jakie on daje dla tej cnoty: “Miłość nie łaknie czci, nie szuka swego, nie wpada w gniew, nie pamięta urazy, nie cieszy się z niesprawiedliwości, ale współweseli się z prawdy. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy (w co powinno się wierzyć), we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko wytrzymuje” (co trzeba znieść dla miłości) (1 Kor 13, 4-7).